Home > zawody > Pobiegła Warszawa

Pobiegła Warszawa

Biegnij Warszawo jest kontynuacją Run Warsaw i Human Race, w których od początku biorę udział jako zawodnik lub/i współorganizator. Są mi bardzo bliskie, dlatego z chęcią w tym roku wystartowałem. Żałuję, że nie mogłem pobiec na swoim najwyższym poziomie, jednak nie da się ciągle być w optymalnej formie.

W sobotę rano robiliśmy z Panem Tadeuszem Dziekońskim atest PZLA i IAAF, czyli super dokładny pomiar. Ja byłem Policjantem i zaznaczałem na roboczo poszczególne odcinki trasy.

Tak na serio, to Policjanci dla mojego bezpieczeństwa dali mi dobrze widoczną kamizelkę.

Przy okazji chciałbym rozwiać wszystkie wątpliwości posiadaczy podręcznych urządzeń GPS. Wszystkie atesty zrobione są dokładnie za pomocą standaryzowanych urządzeń i tak jest na całym świecie. GPSy nie są tak dokładne, a ich rozbieżność sięga często 0,7-1,2 procenta, czyli potwornie dużo!

Pan Tadeusz jest bardzo dokładny. Najpierw kilka razy przed przejazdem trasy kalibruje swój rower na zmierzonym odcinku i powtarza tą czynność po wszystkim. Każdy zakręt pokonuje po najkrótszej linii. Myślę, że biegacz nie pokona trasy krótszą drogą, o ile nie oszuka gdzieś na zakręcie.

W sobotę wieczorem przyjechali do mnie znajomi – Kuba Czaja i Tomek Szymkowiak z żoną Martą. Wesoło spędziliśmy wieczór, a rano wspólnie ruszyliśmy na Torwar. Pogoda fantastyczna, choć wietrzna. Krótka rozgrzewka po trasie i przejście na start. Wrażenie niesamowite – morze zielonych koszulek na prawie kilometrze 3-pasmowej Czerniakowskiej.

Strzał samej Pani Ireny Szewińskiej i zaczęło się!

Od razu biegniemy bardzo szybko. Pierwsze 900 metrów pod mocny wiatr, chowam się więc za Etiopczyka Tolę. Czuję, że muszę intensywnie pracować, jednak ostatnie przetarcia w krótkich biegach na zawodach wojskowych i Warszawskiej Trójce zapewniają mi umiarkowany komfort na tej prędkości. Zbliżamy się do 1km – wiem, że jest zmierzony bardzo dokładnie, przecież sam rysowałem linię. Zegar na samochodzie pilota pokazuje 2:42 – prędkość jak na rekord świata. Pierwsza myśl – co robić, przecież nie jestem aż tak doby, mogę nie wytrzymać. Nie – biegnę, będzie co ma być, a nóż wytrzymam i pobiegnę super wynik. Zaraz za mną biegnie Łukasz Parszczyński (w tym roku znakomity rekord życiowy 13:45 na 5km). 2km 5:32 dla maratończyka to trochę szybko, przez ostatnie 2 lata moje prędkości startowe i treningowe oscylują w granicach 2:55-3:10. Po 2km zaczyna się podbieg Tola widać, że jeszcze przyspiesz.a Pod górkę biegnie bardzo mocno. Razem z Łukaszem lekko odpuszczamy. 3km mamy w 8:36, teraz jest z wiatrem biegnie się nieźle, choć na 3km odczułem barierę prędkości, ręce zesztywniały i nie miałem swobody biegu. 4km przy ambasadzie USA. 5km na Marszałkowskiej, za rondem przy Rotundzie. Chwytam wodę, czuję, że jest mi gorąco, nie jest najlepiej. Niestety Łukasz zaczyna mi odchodzić, a ja nie mam możliwości go „trzymać”. Chyba jednak przesadziłem na początku, a teraz za to płacę. Myślę sobie, muszę złapać oddech i chwilę odpocząć, podgonię pod wiatr. 7km zaczyna się silny wiatr w twarz, ale to już decydujący fragment biegu. Łapię drugi oddech, skracam krok i mocniej pracuję ramionami. Skupiam się, żeby stopniowo dochodzić Łukasza. Widzę, że jego przewaga zaczyna stopniowo topnieć. Do Łukasza dołącza się rowerzysta, który jedzie przed nim i pomaga mu walczyć z wiatrem, to mnie trochę rozprasza, ale nie tracę nadziei. Wiem, że bieg jest tak naprawdę na 9km, bo ostatni kilometr to przecież  zbieg. Dobiegam do 9km ,niestety Łukasz jest daleko przede mną. Czas 27:06 – o nie, nie poddam się muszę połamać 30 min. Dobiegam do Pięknej, gdzie podążają uczestnicy marszu kibiców. Fantastyczna sprawa -rzeka niebieskich ludzi żywo kibicujących. Dostaję dodatkowej energii, mimo, że nogi się uginają walczę o moje 29 minut, aż do końca. Zatrzymuję stoper 29:59. Nieźle!

Niestety Tola nas znokautował – 28:46. Hm na tak trudnej trasie taki wynik to jest coś!

Dostaję Gratulacje od Pana Wilczyńskiego i Pani Szewińskiej – super, że takie osoby odwiedziły biegaczy i chcą uścisnąć nasze spocone ręce 🙂

Za rok jak będę szykował się do jesiennego maratonu, to może uda mi się wystartować w kolejnej edycji biegu zaraz po powrocie z czarnego lądu, gdzie planuję obóz. Wtedy zobaczymy…

Be Sociable, Share!
Kategorie:zawody
  1. Październik 5th, 2010 at 21:41 | #1

    Pędziłeś jak Zielony Szerszeń 😀 http://www.youtube.com/watch?v=WXgjzHSVDEA

  2. Październik 6th, 2010 at 11:55 | #2

    hehe ja też padłem bo zrobiłem 33,49 ale wiatr to był naprawę soczysty i nie tylko od 7km ale już gdzieś czułem od 4km…widać moja woda Mariuszowi nie pomogła:):) pozdrawiam Mariusz i życzę powodzenia:)

  3. Październik 7th, 2010 at 18:33 | #3

    Fajna kamizelka 😀 !

  4. Październik 7th, 2010 at 19:10 | #4

    @arek
    mam nadzieję, że mnie jeszcze lubisz…

  5. Październik 7th, 2010 at 19:12 | #5

    goferek :

    hehe ja też padłem bo zrobiłem 33,49 ale wiatr to był naprawę soczysty i nie tylko od 7km ale już gdzieś czułem od 4km…widać moja woda Mariuszowi nie pomogła:):) pozdrawiam Mariusz i życzę powodzenia:)

    woda, której dałeś mi się napić przed biegiem pomogła, dzięki!
    również życzę Ci powodzenia

  6. Październik 9th, 2010 at 16:01 | #6

    Mega fajny opis – dla mnie amatora super dowiedziec sie co „dzieje sie w glowie” zawodowca podczas takiego biegu 🙂 Pozdrowki!

  1. Brak jeszcze trackbacków