Home > zawody > gorzki smak porażki

gorzki smak porażki

A miało być tak pięknie…

Dzisiaj startowałem w holenderskim Tilburgu. Mimo ostatnich przykrych wydarzeń rodzinnych, słabo przespanych nocach i ogólnym rozbiciu, okazało się już w piątek, że biega się znakomicie. To normalne bo od obozu minął tydzień, zaraz po obozie było mocne przetarcie, więc forma powinna być. Wczorajsza podróż choć długa, nie była męcząca. Dzisiaj rano rozruch z elementami siły, lekkie śniadanie i na zwody. Ruszyliśmy z opóźnieniem, chyba dłużej będę się teraz rozgrzewał, bo od samego startu czułem się fantastycznie. Już na rozgrzewce po pierwszej dłuższej przebieżce, pomyślałem – o kurcze, to jest to, dzisiaj jest super. Start był jak za czasów juniora, czyli wszyscy na początku w maksa. Po pierwszych 200 merach znalazłem się na około 40 pozycji na 80 startujących. Łokcie, przepychanki, zabieganie drogi, jak to określił kolega z Belgii – wojna. Już po kilometrze przesunąłem się na około 20 pozycję, a na trzecim z lekkością byłem już  w pierwszej 10-cio osobowej grupie. Czułem się jak na drugim zakresie. Liczne chopki pokonywałem bez żadnego problemu. Czasem, kiedy nie idzie, biegnie się od razu ciężko, jest za szybko i wszystko przeszkadza. Nagle przewraca się kolega, który podwoził mnie z Liege do Tilburga. Pomyślałem, muszę uwżać, nie wdawać się w przepychanki, szczególnie na zakrętach. Nagle czuję, że ktoś nadepnął mi na piętę. Obróciłem głowę z miną zabójcy, coś krzyknąłem, nagle czuję, że but zsunął się z piety. Początkowo myślałem, że go zaraz założę. Niestety, z powodu zimna (ok. 0 stopni Celsjusza) zmarznięte palce są mało władne, do tego mam na dłoniach rękawiczki. Przez dłuższą chwilę usiłuję wciągnąć buta, zawiązałem go zbyt mocno i ten ani drgnie. Chwila namysłu – co robić? szok, pierwszy raz mam taką sytuację, but zawiązany na kokardkę i na dodatkowy supeł, zrzucam buta i biegnę boso. Na początku z powodu przypływu adrenaliny wyprzedzam szybko kolejnych rywali, jednak z każdym kolejnym krokiem czuję zimno i niewygodę podłoża – każdy kamień, korzeń, nierówność i zimno – przeraźliwe od którego noga coraz bardziej drętwieje. Przebiegam całe okrążenie (1850 m) w jednym bucie, w tym czasie postanawiam, że znajdę drugi but i go ubiorę. Znajduję, rozwiązuję i wiąże ponownie, ruszam dalej. Zdrętwiała noga boli strasznie. Myślę teraz o zdrowiu i tym, że już nie mam szans na walkę o czołowe miejsca. Rezygnuję, staję. Tak wkurzony nie byłem dawno, ktoś nadepnął mi na buta na prostym odcinku drogi :(, czym kompletnie pozbawił szans na walkę o czołowe pozycje. Taki niestety jest sport, czasem przez takie wydarzenie wali się wszystko. Cóż, dobrze, że nie nadepnął mi na ścięgno achillesa, choć stopę mam mocno obolałą i nie mogłem jej domyć :).

Myślę, że muszę następnym razem słabiej wiązać sznurówki, wtedy nawet jak but się zsunie, to może go wciągnę z powrotem.

Przykre jest też to, że organizator nie chce wypłacić obiecanych pieniędzy za bilet, bo nie ukończyłem biegu.

Be Sociable, Share!
Kategorie:zawody
  1. Listopad 28th, 2010 at 22:37 | #1

    Mariusz głowa do góry. Jak mawiają co nas nie zabije to nas wzmocni. Zawsze ta piosenka chodzi mi po głowie, gdy coś mi nie wyjdzie. Z dedykacją Metallica Broken Beat & Scared
    http://www.metallica.com/index.asp?item=602120

  2. Listopad 28th, 2010 at 23:25 | #2

    Bardzo nieładnie ze strony organizatora. Ale jeśli obiecywał zwrot kosztów w mailu to powinno wystarczyć. Postrasz go polskimi kibicami lekkiej 😉

  3. Listopad 28th, 2010 at 23:58 | #3

    Czyli mądrze zrobił Marcin Chabowski który zrezygnował z biegu po tym jak nie chciano mu dać noclegu po biegu. Organizatora rozumiem i bardzo często rzeczą priorytetową jest by zawodnik ukończył bieg, może też nie wypłacić za bilet jak za słabo pobiegniesz (np gdybyś był poza dwudziestką…)

  4. kuba
    Listopad 29th, 2010 at 10:35 | #4

    Nie łam się brachu, dam Ci się przejechać autem bez zimówek!

  5. kuba
    Listopad 29th, 2010 at 10:36 | #5

    Wstaw zdjęcie niedomytej stopy:)

  6. Listopad 29th, 2010 at 11:41 | #6

    @kuba
    już umyłem 🙂

  7. Listopad 29th, 2010 at 11:46 | #7

    Mauser :

    Mariusz głowa do góry. Jak mawiają co nas nie zabije to nas wzmocni. Zawsze ta piosenka chodzi mi po głowie, gdy coś mi nie wyjdzie. Z dedykacją Metallica Broken Beat & Scared
    http://www.metallica.com/index.asp?item=602120

    Dzięki! Puściłem sobie i zrobiło się lepiej.
    Ten start to żadna tragedia, tylko zostaje żal, bo nad formą pracuje się długo, a później nie można jej wykorzystać przez tego typu przygody. Dzisiaj patrzę na to dużo spokojniej, a jutro obiorę kolejny cel i na nim się skupię.

  8. bartez
    Listopad 29th, 2010 at 13:03 | #8

    Bieg w 1 bucie – szacunek za determinację!
    Mariusz, pomyśl sobie, że takie coś mogło Ci się przydarzyć na dużo ważniejszym biegu (no, może nie na igrzyskach bo wtedy jest ciepło ale na jakimś innym ważnym, np. Biegu Niepodległości;) ). Teraz nauczony przykrym doświadczeniem nie dopuścisz już do takiej sytuacji.
    Ważne, że był luz i biegło się dobrze!

  9. Kuba Czaja
    Listopad 29th, 2010 at 16:35 | #9

    Nie łam się! Następnym razem Ty komuś ściągniesz 🙂 , a bieganie bez buta mogło Ci więcej zaszkodzić niż pomóc, więc bardzo słuszną decyzję podjąłeś!
    Pozdrawiam

  10. Paweł
    Listopad 29th, 2010 at 21:01 | #10

    Mariusz, powiedz tylko, który to zawodnik ściągnął Ci tego buta, to go złapiemy i mu delikatnie, ale bardzo dokładnie „wytłumaczymy” co zrobił:))

    Albo następnym razem zabierzemy mu oba buty przed samym startem!!! 😀

    p.s. na kolejnych zawodach forma będzie jeszcze lepsza i będzie na bank I miejsce;))

  11. Listopad 30th, 2010 at 18:25 | #11

    Dzięki chłopaki!

  12. Grudzień 1st, 2010 at 19:03 | #12

    Gratuluje determinacji, po tym poznać kto ma twarde „cojones” 🙂

    Szkoda, że nie wyszło ale następnym razem ich pojedziesz wszystkich!

  1. Brak jeszcze trackbacków