Home > Aktualności > 6 dni – ostatnie rytuały

6 dni – ostatnie rytuały

Przygotowania do Wiednia są już w finalnym etapie, teraz zostały już ostatnie szlify, dopieszczenie szczegółów i pakowanie torby.

Pod koniec zeszłego tygodnia rozpoczęły się zabiegi kosmetyczne. We czwartek był fryzjer, w poniedziałek przygotowanie paznokci. Obie rzeczy lepiej zrobić na kilka dni przed docelowym startem. Z włosami to częściowo przesąd, ale lepiej nie strzyc się przed samym startem. Z paznokciami u stóp to ważna sprawa, ponieważ przycięcie przed samym długim biegiem, może spowodować problemy z pęcherzami i czasem nawet poważne otarcia. Teraz rozmiękczam skórę stóp (moczenie, kremy,) usuwając przy tym nawet najdrobniejsze pęcherzyki, czy zrogowacenia. W Maratonie nawet kamyk staje się z czasem głazem. To wszystko zabezpiecza stopy przed uszkodzeniami – po ostatnich 2 maratonach nie miałem ze stopami absolutnie żadnego problemu.

W tej chwili jestem w drugim dniu diety o małej ilości węglowodanów i generalnie kalorii. To bardzo boli, że nie mogę sięgać po moje ulubione węglowodany. Nie robię wprawdzie diety restrykcyjnej – wyłączającej węglowodany zupełnie, która jest prawdziwą katorgą i do tego niesie ze sobą spore ryzyko złego samopoczucia na maratonie, jak popełni się jakiś błąd. Jeszcze jutro mam mało kalorii w posiłkach i do tego dosyć ciężki, choć krótki trening, tak żeby zużyć pozostałe zapasy glikogenu, które w kolejne dni mają się odbudować z nadwyżką. Taki ten nasz organizm mądry, że jak przez jakiś czas nie dajemy mu np. wystarczającej ilości węglowodanów, to później to co dostarczymy, sobie nadkłada. Na tym też polega znany efekt jojo – czyli grzech główny odchudzających się – jedzą bardzo mało, lub głodzą się, po czym później ważą więcej niż przed cudowną dietą.

Dzisiaj Kuba Czaja, który pomaga mi w doborze paliwa, pozwolił do koktajlu dodać 2,5 kostki czekolady – po prostu rozpusta 🙂

Be Sociable, Share!
Kategorie:Aktualności
  1. Robert Chicago
    Kwiecień 12th, 2011 at 21:43 | #1

    Czyli ograniczasz kalorie na około tydz przed startem a kiedy ladujesz ?dzień przed startem?

  2. RobertD
    Kwiecień 12th, 2011 at 21:49 | #2

    Mariusz, cyt. książkę „Sport i żywienie” aut. Grzegorz i Barbara Raczyńscy:

    „Według tradycyjnej metody obciążanie węglowodanami obejmuje okres 6-dniowy. Pierwsze trzy dni to trening, który prowadzi do całkowitego wyczerpania rezerw glikogenowych w mięśniu oraz spożywanie diety niskowęglowodanowej dostarczającej dużo tłuszczu i białka.”

    „Obecnie uważa się, że sportowcy dyscyplin wytrzymałościowych mogą bez trudu osiągnąć wysoki poziom glikogenu mięśniowego zmniejszając jedynie obciążenie treningowe na 2-3 dni przed zawodami i spożywając w tym czasie dietę wysokowęglowodanową, zawierającą 8-10g na 1kg masy ciała.”

    Nie ma różnicy, po co ryzykować?

  3. Kwiecień 13th, 2011 at 09:02 | #3

    2 kostki czekolady – szał 😀 Wszystkie rytuały bardzo fajne poza fryzjerem, nie wyobrażam sobie ścięcia włosów 😉

  4. Kwiecień 13th, 2011 at 10:40 | #4

    @RobertD – to fajny cytat, ale
    uwierz mi, plan żywieniowy Mariusza jest bardzo indywidualnie dobrany i poziom glikogenu w jego przypadku nie jest tylko budowany w ciągu tych ostatnich dni. A obciążenia treningowe swoją drogą zmniejsza, leń patentowany:)

  5. RobertD
    Kwiecień 13th, 2011 at 10:59 | #5

    Oczywiście nie chcę się wymądrzać i wiem, że Mariusz ma dobrze dobraną dietę. Ale jak tu się zgodzić z tym, że poziom glikogenu nie jest budowany w ciągu ostatnich dni, skoro Mariusz sam pisze: „..ciężki, choć krótki trening, tak żeby zużyć pozostałe zapasy glikogenu”. Kiedyś coś takiego zrobiłem to miałem białe smugi na paznokciach – czyli jakieś poważne niedobory mikroelementów. Po co ryzykować, skoro wystarczy zrobić tylko tą drugą część – zwiększyć węgle w ostatnich 2-3 dniach a wcześniej dieta normalna. Nie ma dowodów, żeby węglowodanowe jojo dawało jakieś super efekty. Różnica w poziomie glikogenu jest minimalna, a ryzyko niedoborów duże.
    No dobra, nie jestem dietetykiem Mariusza;)
    A człowiek lenistwo ma w swojej naturze, więc musi się z tym pogodzić:)

  6. Kwiecień 13th, 2011 at 11:41 | #6

    @RobertD
    Ja nie rezygnuję z węglowodanów w diecie, tylko zmniejszam ich ilość, jak również ogólną sumę kalorii. Nie stosuję diety białkowo-tłuszczowej, która przyznaję, jest ryzykowna. Ten program żywienia mam już przećwiczony, bo stosowałem go przed ostatnimi dwoma, najlepszymi dla mnie maratonami. To co ja stosuję to ładowanie węglowodanami, w naszej literaturze nie jest to znane zagadnienie – przynajmniej ja nie trafiłem na takie przykłady.

  7. Kwiecień 13th, 2011 at 12:50 | #7

    Myślę, że Mariusz ma to przećwiczone i dobrze mu wszystko idzie.
    Nie zamartwiaj się. A rytuały są super.

    Będzie jakaś transmisja? Relacja on-line?

  8. Terlik
    Kwiecień 13th, 2011 at 13:34 | #8

    Witam!Dieta, dietą (choć jest niezwykle ważne) ale jak się nie ma w płucach i nogach to ŚWIĘTY BOŻE NIE POMOŻE!Jestem świeżo po maratonie!Najpierw życiówki kolejno na 10 i w 1/2 maratonu, a podczas Dębna wielka klapa i do tego kontuzja!Do czego zmierzam, czytając na bieżąco wszystkie Twoje wpisy dochodzę do wniosku, że będziesz walczył o minimum na Londyn!Moim zdaniem nabieganiem ok.2:12 będzie już Twoim sporym sukcesem!Jeżeli od początku pójdziesz mocno (tj.1/2) ok.1:05 „zginiesz” podobnie jak w Venlo (po szaleńczej pierwszej „5”). To taka dobra rada, zacznij wolniej żebyśmy mogli wspólnie cieszyć z Twojej życiówki (czego szczerze życzę)!Pozdrawiam, i …zwycięstwa w nieoficjalnych MP w maratonie w Wiedniu (…chodziarze rozgrywają je poza granicami) !

  9. Tomek G.
    Kwiecień 13th, 2011 at 15:39 | #9

    Oj chyba wiem co Mariusz ma na myśli z rozładowywaniem i ładowaniem węglowodanami 🙂
    Człowiek najpierw myśli kiedy wreszcie znów będzie sięgał po te węglowodany a później…a później zastanawia się kiedy wreszcie ten maraton, bo już nie mam gdzie ładować tych węglowodanów 🙂

    Trzymamy kciuki za Wiedeń i dobre naładowanie węglowodanowe!!!! 🙂

  10. Rafał Snochowski
    Kwiecień 13th, 2011 at 15:57 | #10

    Giża powodzenia w Wiedniu!!

  11. Kwiecień 13th, 2011 at 16:24 | #11

    @Terlik
    Ja też bym się bardzo cieszył z życiówki, tylko jest jedno ale – albo biegnę w grupie na minimum, albo znowu biegnę sam…

  12. Kwiecień 13th, 2011 at 16:28 | #12

    @ErgoJanek
    Nie wiem jeszcze, czy będzie jakaś transmisja. Może lada chwila pojawi się coś na stronie maratonu http://www.vienna-marathon.com/.
    Dobra wiadomość – we Wiedniu będzie Adam z Bieganie.pl, więc pewnie będzie relacjonował na żywo.

  13. Kwiecień 13th, 2011 at 16:28 | #13

    Dzięki chłopaki za dobre słowa!

  14. Kwiecień 13th, 2011 at 16:30 | #14

    Dwie sprawy:
    Kuba to fachowiec – masz sprawdzoną dietę przed maratonem? To nic nie zmieniaj 😉
    Ja na Twoim miejscu też łapałbym się grupy na minimum. Myślę, że wynik poniżej 2:11 będzie ciężki do ugrania, to jednak mimo wszystko warto zaryzykować jeśli czujesz się odpowiednio mocny!
    Powodzenia!
    I jak z tą relacją?

  15. Łukasz Panfil
    Kwiecień 13th, 2011 at 18:29 | #15

    Oj nie zazdroszczę, wiem co przeżywasz. Dla mnie to jest zawsze katorga psychiczna, czas zwalnia niesamowicie. Moja dieta przedmaratońska jest strasznie drastyczna (może nawet przesadzam), ale później na trasie energetycznie było zawsze świetnie więc nic nie zmieniałem. Powodzenia, trzymam kciuki! Tak na marginesie – 5 kwietnia minęło 13 lat kiedy to mieszkaliśmy razem w jednostce wojskowej w Raduczu podczas OOM w biegach przełajowych 🙂

  16. Łukasz Panfil
    Kwiecień 13th, 2011 at 18:31 | #16

    yyy – 14 lat, to był 1997.

  17. Karol
    Kwiecień 13th, 2011 at 19:56 | #17

    [i]W Maratonie nawet kamyk staje się z czasem głazem[/i]

    Lepiej mieć kamyczek w bucie czy ziarenko piasku w prezerwatywie??? 🙂
    Powodzenia w Wiedniu!!!

  18. Kwiecień 13th, 2011 at 20:12 | #18

    @Łukasz Panfil
    Pamiętam – Raducz koło Skierniewic!
    To były zawody…
    W nocy strasznie zimno, a na biegu niesamowicie ciężko. Na finiszu nie widziałem na oczy. Skończyłem na 18 miejscu, a jakiś kilometr do mety byłem jeszcze czwarty-piąty. Jak przypominam sobie moje najcięższe biegi, to ten jest w top 3.
    Myślę, że wtedy właśnie nie wytrzymałem energetycznie.

  19. Kwiecień 13th, 2011 at 20:18 | #19

    Ja będę śledzić każdy krok! Oby był jak najdłuższy i jak najszybszy! Powodzenia! Jeśli przyjdą ciężkie chwile na trasie to pamiętaj o wszystkich w Polsce co trzymają kciuki! Jesteśmy z Tobą!

  20. paweł
    Kwiecień 14th, 2011 at 01:31 | #20

    Mariusz, ale chyba od czwartku zacznie się prawdziwa rozpusta? 🙂

    Powodzenia w Wiedniu! Pierwszego miejsca, życiówki i rekordu Polski 😉

    Trzymam kciuki!!!

  1. Brak jeszcze trackbacków