Home > Aktualności, zawody > XXV Bieg Powstania Warszawskiego

XXV Bieg Powstania Warszawskiego

Bieg Powstania Warszawskiego jak cała „Warszawska Triada Biegowa”, to imprezy wyjątkowe. Ściganiu towarzyszą podniosłe historyczne momenty. Dla mnie prywatnie uroczystości upamiętniające Powstanie Warszawskie i odzyskanie Niepodległości mają najważniejsze znaczenie.
Odśpiewany hymn przed startem dopełnia fantastyczną atmosferę i niezwykle mobilizuje do wysiłku. Pewnie większość biegaczy z tego powodu zaczynała rywalizację na trasie zbyt szybko…

Nastawienie sportowe do biegu miałem dosyć umiarkowane. 9-ty dzień po powrocie z obozu w górach nie jest zwykle najlepszy, zresztą od powrotu nie czułem się zbyt dobrze. Pogoda przez ostatni tydzień była upalna, a to jak na bieg na 10 km nie sprzyja. Śledziłem prognozy, które mówiły, że lunie deszcz, a więc dobrze! Myślałem, pewnie się schłodzi i oczyści – może być aura na wynik, o ile nie zacznie parować.

Ruszyłem dynamicznie, od początku biegło się bardzo dobrze. Już na pierwszym kilometrze uzyskałem przewagę, biegłem samotnie – cała ulica moja – to lubię!

Na 3 km dopadłem duże grupy biegaczy z 5 km, którzy genialnie dopingowali, ale też momentami trzeba było ich omijać. Nad Wisłą miedzy 2,7, a 4,3 km zrobiło się nagle bardzo duszno, już widziałem, że oznaczenia kilometrów są źle rozstawione, więc robiłem swoje nie patrząc na czas. Na 5-tym kilometrze, musiałem przeskoczyć przez barierkę na boczny pas, ponieważ nie mogłem się przebić. Dalej było znacznie lepiej. Na druga pętlę wbiegłem z czasem minimalnie powyżej 15 minut – to jak na odczucia zapasu sił było super. Wiedziałem, że pierwsze 5 km będzie dla mnie łatwe, przecież ostatnie 3 miesiące biegałem przygotowując się właśnie do 5-tki. Obawiałem się co będzie dalej.

Dalej zrobiło się chłodniej, lekko pod świeży wiatr biegło się genialnie, choć zaczęła się mijanka. Miałem pomoc rowerzysty, który prosił biegaczy o „lewą wolną”. Biegacze puszczali fantastycznie do tego dopingując, choć momentami musiałem biegać po krawężnikach, chodnikach, rynsztokach i zygzakiem uważając co zrobi biegacz przede mną (przyzwyczajony jednak jazdą po warszawskich ulicach radziłem sobie). Dystans uciekał szybko. Na Wisłostradzie z wyprzedzaniem było łatwo, jednak wilgotność i nawarstwiające się zmęczenie robiło swoje, do tego spojrzałem na międzyczas i mocno się zaniepokoiłem, bo mimo, że wiedziałem, że coś z tymi flagami nie tak, to pomyślałem – kurcze o tyle się nie pomylili. Przeszło przez myśl, kurcze słabo, zwolniłem, to deprymuje… szkoda, że nie było pomyłki w drugą stronę, wtedy dobry międzyczas zawsze dodatkowo mobilizuje.

Dobiegłem z czasem 30:20, więc ok. Jak na pierwszą dyszkę i warunki biegu jestem bardzo zadowolony – prędkość przelotowa do Maratonu jest doskonała, a dopiero zaczyna się praca nad typową wytrzymałością maratońską – nadchodzą magiczne 3 miesiące.

Bieg i frekwencja są coraz lepsze. Za rok kilometry stać będą dokładnie, pewnie rozwiąże się problem z dublami i będzie idealnie! Liczy się przecież przede wszystkim Święto, wspomnienie Bohaterów, z drugiej strony biegacze to biegacze – walczą ile mogą i nie lubią jak ktoś im w tym przeszkadza.

B

Be Sociable, Share!
Kategorie:Aktualności, zawody
  1. Brak komentarzy
  1. Brak jeszcze trackbacków