Home > zawody > Piła 2015

Piła 2015

Pila 2015 (10)Ostatni tydzień przed Półmaratonem zwykle odpuszcza się trening, żeby mieć świeżość. Tym razem nie było tak do końca. Po bardzo trudnym zeszłym tygodniu (tempo na 3 km odcinkach, na drugi dzień szybkie rozbieganie, w piątek mocna siła biegowa i w niedzielę 32 km szybkiego rozbiegania) w ostatni wtorek znowu szybkie rozbieganie, na drugi dzień szybkie tysiące i jeszcze w piątek 15 km po 3:30. Z reguły wszystkie szybkie wybiegania biegam ok 3:30/km, co zaskakująco okazuje się ostatnio dość łatwym treningiem.

Zatem start w Pile był dużą zagadką. Taki trudny start na zmęczeniu? zobaczymy

Na domiar niepewności wczoraj obudziłem się z małą infekcją. Ból gardło i ogólne rozbicie. Rozruch zrobiony, ale mięśnie bolały nienaturalnie, do tego podwyższone tętno i ogólnie walka z wątpliwościami. Był nawet moment rezygnacji. Pomyślałem, że nie ma sensu ryzykować. Rozchoruję się i stracę tydzień lub dłużej, a odpuszczę niedzielę, to pobiegnę za tydzień półmaraton w Płocku – nic się nie stanie. Jednak wiedziałem, że dla mnie najlepsza jest Piła – Mistrzostwa Polski, równa mocna stawka, płaska i szybka trasa – jak we Frankfurcie.

Po popołudniowej drzemce poczułem się lepiej i postanowiłem spróbować…

Jechałem trochę z dusza na ramieniu, bo nie zgłosiłem się jak należy i okazało się, że nie ma mnie na listach startowych Mistrzostw Polski. Całe szczęście na miejscu udało się wszystko wyprostować.

Rano obudziłem się z dobrym samopoczuciem, co bardzo mnie ucieszyło. Takie sytuacje działają bardzo motywująco – nie myśli się wtedy o trudnościach biegu, tylko cieszy się, że w ogóle dane jest bawić się rywalizacją.

Po śniadaniu, kiedy przyszedł czas na przypinanie numeru startowego, zorientowałem się, że nie mam koszulki startowej – na początku się oczywiście wkurzyłem, ale po pewnym czasie wpadłem na pomysł, że można pociąć koszulkę treningową i nikt się nawet nie zorientuje.

Pila 2015 (1)Koniec końców taka koszulka była w panujących warunkach nawet znacznie lepsza 🙂

Rozgrzewka przebiegała bardzo dobrze, choć wiało już mocno, co raczej słabo wyglądało w kontekście możliwości nabiegania dobrego rezultatu.

5 minut przed startem, kiedy wszyscy się już rozebraliśmy lunęło jak z cebra. Lubię biegać w deszczu, wolę niż w upale, jednak jeśli do tego dochodzi mocny wiatr, dużo bardziej wolę szanse na życiówki 🙂

Cóż, co robić … Bieg ustalony był na tempo 30 minut na 10 km. Mieliśmy dobrego zawodnika Boniface Nduva, który miał być tego dnia zającem. Niestety w tych warunkach dał radę poprowadzić tylko 6 km, później zwolniliśmy. Od 8 km ja już prowadziłem. 10 km mieliśmy w 30.24. Czułem się jak na szybkim rozbieganiu – genialnie!

Pila 2015 (7) do 15 km czasami na czoło wyszedł Artur, jeden kilometr pod wiatr poprowadził Arek, jednak ciągle zwalnialiśmy. Trzecią 5-tkę pobiegliśmy tylko 15:44. Czułem się ciągle bardzo dobrze, czekałem tylko na mocniejszy atak. Nie miałem nawet nadziei, że mocno poprowadzi Meksykanin, który ma dosyć świeżą życiówkę 2:08 w Maratonie, nie wyglądał zbyt dobrze, zresztą na 4 kilometrze zaliczył niebezpieczny upadek.

Jeszcze 16 km w 3:11, a po nim zdecydowałem się na atak. 2:53 km i zostaliśmy tylko z Arturem. Artur widać, że czuł się doskonale, podbiegł na 17 km i pomógł w ucieczce. Mocno wiało w twarz, zmęczenie zaczęło się nawarstwiać. następny km już powyżej 3 minut. Na 18 km Artur „poprawił” i uciekł mi zdecydowanie. Nie wytrzymałem tego ataku. Byłem zadowolony ze swojej pozycji, co teraz mnie drażni – być może przez ostatnie perypetie i tegoroczne 4-6 miejsca w Mistrzostwach Polski srebro było dużym wyczynem.

Dobiegłem do mety w bardzo dobrej kondycji, miałem dużo sił na finisz. Końcówkę pobiegłem bardzo szybko – nogi niosły!

Pila 2015 (8)Jak widać do końca szczęśliwy nie byłem, jednak taki wynik brałbym przed biegiem w ciemno, a z pewnością w sobotę…

Ostateczny wynik od Sędziów to 1:04.52 i co ważniejsze srebrny medal Mistrzostw Polski

Nigdy wcześniej nie byłem po biegu tyle razy dekorowany. Byłem 3 open, 2 w Mistrzostwach Polski i 1 w Mistrzostwach Polski Wojska Polskiego – pierwszy raz 🙂

Zarobiłem na 1/3 obozu w Sant Moritz, gdzie wybieram się już w następny poniedziałek. Pełen optymizmu, niestety tym razem bez rodziny, skupiony tylko i wyłącznie na bieganiu.

Z tego startu płynie kolejna nauka, że nie wolno się poddawać. Mówię tu o skali mikro, czyli o sobotnich rozterkach i skali makro, 2 letnich problemach z kontuzją i być może jeszcze większych z powrotem do formy. Ostatni medal Mistrzostw Polski zdobyłem w 2009 roku – też zresztą w Pile. Fakt w najlepszych latach 2011-2012 nie startowałem w Mistrzowskich imprezach – wtedy jakoś ciągle były nie po drodze.

Bardzo się cieszę z mojej obecnej formy i chcę więcej 🙂

W poniedziałek jednak tylko 10 km truchtania, a wieczorem delikatny masaż. W niedzielę słabym ogniwem były znowu mięśnie płaszczkowate. Potrzeba im jeszcze czasu, żeby zaadoptować się do prędkości i długiego czasu pracy – mamy jeszcze na to dokładnie 7 tygodni (6 pracy i 1 odpoczynku).

Be Sociable, Share!
Kategorie:zawody
  1. Zbyszek
    Wrzesień 7th, 2015 at 09:36 | #1

    Gratulacje Mariusz. Bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę pogodę i to, że jesteś w ciężkim treningu. Najważniejsze, że jest dobra forma i oby była jeszcze lepsza za 7 tygodni 🙂

    PS 1 Widzę, że zachowałeś sobie jeszcze trochę Streak’ów 3
    PS 2 Oglądałem zdjęcia przed Twoim wpisem i tak patrzę, że coś z tą koszulką jest nie tak. Nigdy nie wpadłbym na to, że obciąłeś rękawy. 🙂

  2. Wrzesień 9th, 2015 at 09:14 | #2

    dobre wieści zawsze cieszą, serdecznie Ci gratuluję a właściwie to całej rodzinie, wiadomo..

  1. Brak jeszcze trackbacków