Home > Aktualności > wieczna walka

wieczna walka

rowerWczoraj skończyłem 35 lat, więc wg. obowiązujących przedziałów wiekowych w Lekkiej Atletyce jestem już WETERANEM 🙂

Nie czuję się dobrze z tym troszkę sztucznym moim zdaniem podziałem, bo wielu Maratończyków właśnie po 35 latach w metryczkach biegało życiówki, więc nie jest to już wiek, który uniemożliwia ściganie się z czołówką krajową i aby dać szanse jest oddzielna kategoria wiekowa. Jakieś 2-3 lata temu (o ile się nie mylę) weterani zaczynali się od lat 40-stu. Tak, czy siak, na całe szczęście jest to tylko dodatkowa możliwość, a nie żadne ograniczenie 🙂

Przy okazji chciałbym Wam serdecznie podziękować za życzenia urodzinowe, których przyszło wczoraj tak wiele i jeszcze napływają. Facebook liczy wpisy na stronie, których jest blisko 400! To bardzo miłe i niezwykle mobilizujące. Postaram się jakoś odwdzięczyć. Wiem, że w dużej mierze sprawiają to wpisy na blogu – dzielenie się doświadczeniami, które pomagają w Waszym biegowym życiu. Postaram się, żeby były jeszcze bardziej wartościowe.

W ostatnim miesiącu byłem daleko od bloga, od biegania, co pozwoliło mi zdystansować się do wielu rzeczy, pobyłem z rodziną, co bardzo mnie cieszy i uspokaja.

Mimo wczorajszej przełomowej niejako daty nie wieszam butów na kołku, mam zamiar dalej rywalizować o najlepsze wyniki w Maratonie, mimo że, nie ukrywam, jest coraz trudniej. Wiek, przebiegnięty w karierze dystans, przyjęte obciążenia. Z jednej strony daje to podstawy do szybkiego biegania, z drugiej ciało potrzebuje innego podejścia niż jeszcze 3-5 lat temu. Wydolność jest wyższa, czas dochodzenia do formy krótszy, jednak już nie leczę lekkich urazów w 2 dni, to teraz liczy się w tygodniach.

Aktualnie borykam się z urazem, któremu jestem sam sobie winien. Po latach treningu i wielu przebytych urazach nauczyłem się, że praktycznie większości można było uniknąć, a przynajmniej znacznie zminimalizować. Wiadomo… czasem w walce coś nie wytrzyma, adrenalina ucisza ból, który jest sygnałem problemów, a kontuzja wychodzi po czasie. Są urazy przeciążeniowe – w Maratonie to zdecydowana większość, to jak kropla drążąca w skale, kiedy zaczyna już coś boleć, to już mamy spory uraz. Tego też można oczywiście unikać – stała opieka rąk fizjoterapeuty, który wyczuje problem przed pojawieniem się progu, gdzie pojawia się uraz. Są też osoby bardziej lub mniej czułe na ból, u nich sygnał o urazie jest czasem za późno. Jeden zgłasza kontuzję, jak coś tylko się pojawi i bardzo łatwo się to leczy, drugi nic nie czuje, dopóki nie ma poważnego uszkodzenia. Ja należę do tych pierwszych – szybko czuję ból, sprawdzam sam stan mojego ciała, wiem jaki ma być mięsień pod dotykiem i jestem w stanie wyczuć, czy potrzebuję pomocy, czy to się „po prostu rozbiega”.

Niestety tym razem zbieg wypadków zadecydował, że od 3 tygodni męczę się z urazem rozcięgna podeszwowego. Jest to trudna do leczenia kontuzja – rozcięgno podeszwowe jest słabo ukrwione, powiązane w działaniu z silnymi mięśniami podudzia. Opisane struktury praktycznie przy każdym kroku są używane, więc gdy jest uraz, to stale są drażnione. Goją się przez to znacznie dłużej.

W połowie maja byłem w górach, gdzie pobiegałem w obuwiu trialowym – twardszym. Biegałem po kamieniach, delikatnie odbiłem okolice pięt, następnie biegałem w kolcach lekkoatletycznych dla poprawienia motoryki. Biegałem bardzo łagodnie z wielką starannością, jednak mimo tego, rozcięgno podeszwowe lewej nogi nie wytrzymało. Jest naciągnięte, miejscowo uszkodzone, wymaga odciążenia i leczenia.

Stosuję sprawdzoną metodę, która w ostatnim czasie zażegnała problem prawej nogi, aktualnie jestem w trakcie terapii ARPWave i liczę, że zaraz ruszę do lasu 🙂

Brakuje mi biegania, jeżdżę wprawdzie na rowerze, biegam w wodzie, dużo ćwiczę na siłowni, ale to nie jest to, do czego jestem stworzony i co lubię robić. Prawdziwą przyjemność daje mi bieganie i to szybkie, a do tego jeszcze niestety w tej chwili jest mi daleko.

Jestem jednak cierpliwy. Kontuzja i przerwa w tym momencie to nie koniec świata. Być może jeśli teraz będę dłużej pauzował, przedłuży to moje wyczynowe bieganie – nóż może dotrwam do kolejnych Igrzysk…

Niestety jest tak, że organizm każdego zawodnika ma zapisany pewien przebieg, jak każdy samochód. Staranność w prowadzeniu się i determinacja mogą wiele pomóc i przedłużyć karierę, jednak czas płynie nieubłaganie – jest to normalna kolej rzeczy.

Jako że jestem niespełnionym biegaczem, chciałbym w najbliższym czasie zrekompensować sobie nieudane ostatnie 4-lecie – Olimpiadę, czyli jak mówi teoria sportu, czteroletni okres przygotowań do Igrzysk Olimpijskich, które potocznie uznaje się za właśnie olimpiadę. Na AWFie przy takim błędzie dostawało się wielką reprymendę i ocenę w dół.

Wiem, że stać mnie na pobicie rekordu życiowego. Myślę, że mogłem to zrobić wiosną. Potencjał był, tylko przygotowania nie wyszły jak powinny. Nie daje mi to spokoju i chciałbym udowodnić to już jesienią. Wiem, że głównym powodem słabszego biegu w Rotterdami było to, że zbyt ciężko potrenowałem, takie rzeczy jednak nie giną, może właśnie odda to jesienią. Warunek jest jednak taki, że trzeba z wolna zaczynać przygotowania do 2 października, kiedy to mam biegać Maraton w Turynie.

Doszła też inna przeszkoda. Straciłem trenera. Leonid Shvedsow uczciwie powiedział w sierpniu zeszłego roku, że pomoże mi przygotować się do Igrzysk Olimpijskich, bo jest to dla niego dobry cel. Wierzył, że stać mnie na kwalifikację, sam chciał jeszcze raz być trenerem na największej imprezie sportowej świata. Teraz, kiedy to nie wyszło, musi wracać do zajęć, które przynoszą wymierne korzyści. Nie mam absolutnie pretensji, rozumiem to doskonale. Niestety nie zarabiam na bieganiu nic. Nie jest fair, żebym płacił trenerowi za współpracę. Na tym poziomie działa to na zasadzie rozliczeń procentowych ew. zatrudnienia w klubie/reprezentacji. Dla Trenera nie było dopuszczalne, żebym płacił mu inaczej – to tak nigdy nie działało i działać nie może, dla nas to oczywiste.

Zostałem więc znowu sam. Z drugiej strony mam teraz jeszcze większą wiedzę, jeszcze większe doświadczenie. Jestem jak powiedzieli to koledzy „naprawiony”. Jesienią nabiegałem 2:12, teraz 2:14, to przeciętnie, ale nie jest to słabo. To ciągle poziom, z którego można skoczyć wyżej, jeśli trafi się w punkt z przygotowaniami. Nie raz kiedy trenowałem sam było bardzo dobrze. Znam swój organizm, wiem co na mnie działa, a co nie. W ciągu kilku ostatnich miesięcy dowiedziałem się o swoim organizmie bardzo dużo. Przetestowałem dużo nowych rozwiązać. Przegrałem, a podobno zwycięstwa niczego nie uczą…

Często mówi się, że przygotować się do Maratonu, to tylko mieć zdrowie. Przerobić obciążenia i wynik to praktycznie formalność. Moim zdaniem nie jest to wcale takie oczywiste i każdy, kto trochę w tym siedzi, wie o czym mówię. Ja od stycznia do kwietnia miałem zdrowie poza drobnostkami, które niewiele zmieniły i nic z tego nie wyszło. Klucz, to dopasować trening do zawodnika, żeby była optymalna forma w odpowiednim momencie, to jest to mistrzostwo, gdzie nawet najlepsi czasem się mylą. Ja miałem formę sezonu na 3 tygodnie przed startem. Teraz jest to dla mnie informacja jak to przesunąć w czasie, żeby była kiedy trzeba. Tak też mam zamiar zrobić 🙂

Tymczasem idę spać po rannej rehabilitacji, po południu ćwiczenia stabilizacji, które w okresie 3 miesięcy przed Maratonem, przed rozpoczęciem przygotować biegowych są bardzo istotne, szczególnie, kiedy jest się coraz starszym i siła pozwala utrzymać poziom sportowy. Maratończyk musi być silny jak na swoją masę mięśniową, silny w sposób wytrzymałościowy – do roboty!

Kategorie:Aktualności
  1. Czerwiec 28th, 2016 at 07:44 | #1

    Mariusz
    piszesz „Często mówi się, że przygotować się do Maratonu, to tylko mieć zdrowie. Przerobić obciążenia i wynik to praktycznie formalność. Moim zdaniem nie jest to wcale takie oczywiste i każdy, kto trochę w tym siedzi, wie o czym mówię. ”
    no właśnie. Kto siedzi w tym. Bo mam wrażenie, że o tym zdrowiu to mówią ci, co nie siedzą w temacie. A rzadko takich warto słuchać.
    powodzenia i pozdrawiam
    ps. a trafić z formą to wielka sztuka i klucz

  2. marsz
    Czerwiec 28th, 2016 at 16:03 | #2

    Rozstanie z trenerem to chyba trudna emocjonalnie sprawa?

    Mariuszu czy możesz podać przykłady tych ćw. stabilizacyjnych, czy dla amatora w M50 na 3h30 mają one sens?
    Pozdrawiam
    marsz

  3. Czerwiec 28th, 2016 at 17:43 | #3

    Piotr, masz rację
    Jest kilku dobrych Trenerów i byłych dobrych zawodników, którzy nie są specjalistami w Maratonie, którzy to deprecjonują trening maratoński. Mawiają, że to praca tlenowa – nic skomplikowanego. Przyznam, że trochę mnie to momentami irytowało… Gdzieś to wyraźnie we mnie „siedzi” stąd to wtrącenie 🙂

  4. Czerwiec 28th, 2016 at 18:26 | #4

    @marsz

    Witam,
    To prawda: nieudany sezon + kontuzja + jeszcze teraz Trener odmawia pomocy.
    Są to jednak normalne rzeczy w sportowej układance i trzeba się z nimi mierzyć.

    Jeśli chodzi o ćwiczenia stabilizacji, to w każdym wieku są one wskazane. Powiem więcej, im się jest bardziej doświadczonym biegaczem, tym ćwiczeń siłowych należy dodawać, ponieważ to właśnie głównie spadek siły mięśniowej powoduje obniżanie z wiekiem poziomu sportowego (na każdym poziomie sportowym, czy to wyczynowiec, czy amator)
    Jeśli chodzi o przykładowe ćwiczenia, to mają to być ćwiczenia typu fizjoterapeutycznego, najlepsze są te, które w jednym ćwiczeniu angażują dużo grup mięśniowych jednocześnie. Doskonałe są ćwiczenia na niestabilnych platformach: z dużymi pompowanymi piłkami, beretami, bosu, a także z gumami. Kilka przykładowych znajduje się na moim blogu w dziale TRENING. Zapraszam serdecznie i w razie trudności służę pomocą!

  5. jass1978
    Lipiec 4th, 2016 at 17:26 | #5

    Przede wszystkim życzę szybkiego powrotu do formy. Do maratonów jesiennych jeszcze dużo czasu i powinno być ok.
    Mam pytanie. Ostatnio przeciążyłem lekko achillesa. Oczywiście odpuściłem bieganie. Zastanawiam się jednak czy mogę z tym jeździć na rowerze. Mam tu na myśli jazdę na szosówce w sztywnych butach wpinanych w pedały. Czy nie pogłębi to urazu? Jesteś fachowcem w tym temacie i taka informacja z pierwszej ręki była by mi bardzo pomocna.

  6. Lipiec 5th, 2016 at 22:52 | #6

    @jass1978
    Witam Pana,
    Dziękuję, mam nadzieję, że niebawem zacznę w pełni trenować i zdążę do jesieni.

    Co do Pana kontuzji, to mechanika ścięgna Achillesa i całej goleni w połączeniu z rozcięgnem podeszwowym przeciąża się zarówno w ruchu biegowym, jak rowerowym. Zawsze, kiedy następuje zgięcie w stawie skokowym.
    Żeby Achillesy pracował w minimalnym stopniu, trzeba tak kręcić pedałami, żeby pięty były na pedałach. Nie jest to oczywiście pełna praca dla jazdy rowerowej, ale lepsze to niż nic…

    Proszę pamiętać, żeby dbając o Achillesa nie zapominać o wspomnianych mięśniach goleni, także piszczelowym przednim oraz rozcięgnie podeszwowym – to wszystko działa w biegu razem.

    Praca w leczeniu Achillesa wymaga staranności i ostrożności – to bardzo mocna część układu ruchu, ale może ulec znacznemu uszkodzeniu, a nawet zerwaniu, szczególnie w momentach, gdy jest duży stan zapalny, w tym gdy ścięgno charakterystycznie skrzypi (test wygląda tak, że trzymamy za ścięgno ręką, poruszając w tym czasie stopą góra – dół).

    Jeśli nie ma wymienionego objawu, a dodatkowo nie ma dużego obrzęku, ból nie jest niewielki i stabilny, można ścięgno zarówno rozciągać, jak wzmacniać poprzez np.: wspięcia na palce lub ćwiczenia oporowe, a także tzw. higenę biegacza tj. dbanie o elastyczność i wzmacnianie, a także dobór odpowiedniego obuwia.

    Achilles raczej lubi ciepło – ważne, żeby dbać o to zimą, więc również mocne schładzanie nie jest wskazane, co najwyżej stosuje się lekki masaż lodem lub zabiegi ciepła-zimna woda na zmianę 2-3 razy dziennie po maksymalnie 6 minut.

    Najbardziej jednak pomoże terapia manualna wykonana przez doświadczonego fizjoterapeutę, który rozciągnie, czy zmobilizuje Pana Achillesa zależnie od potrzeb. Określi rodzaj stosowanego obuwia, a także podejście długofalowego leczenia i zapobiegania nawrotom.

    Dużo zdrowia!

  7. jass1978
    Lipiec 6th, 2016 at 10:23 | #7

    Witam Pana,

    Bardzo dziękuję za wyczerpującą odpowiedź! Potwierdził Pan moje obawy odnośnie roweru. Trudno, lepiej przystopować póki kontuzja jest niewielka i nie ma jeszcze obrzęku ani skrzypienia, o którym Pan wspominał. Właśnie to nieszczęsne skrzypienie miałem kilka lat temu i dwa miesiące mordowałem się żeby się tego pozbyć. Pomogła właśnie terapia manualna i ćwiczenia ekscentryczno-koncentryczne. Teraz kiedy nie ma obrzęku, sztywności, skrzypienia, zaczerwienienia, jedynie lekki dyskomfort, bo nawet nie ból, to myślę, że odpoczynek, wzmacnianie i rozciąganie powinny wystarczyć.

    Jeszcze raz dziękuję za porady i życzę zdrowia!

  1. Brak jeszcze trackbacków