Home > Aktualności > obóz jak marzenie :)

obóz jak marzenie :)

Znowu jestem w Sant Moritz. Miejsce jak w raju. Trasy biegowe idealne. Zostaję tu i w Livigno na blisko 4 tygodnie, żeby szlifować formę do jesiennego Maratonu (Turyn 2 października).

IMG_3962Takie widoki dookoła, aż chce się zatrzymać i zwyczajnie popatrzeć

W tym samym miejscu trenowali nasi Maratończycy, którzy dzisiaj i w przyszłą niedzielę startują w Rio de Janeiro.Właśnie dziewczyny minęły 15 km i wygląda to coraz lepiej. Zaczęły ostrożnie i sukcesywnie przesuwają się do przodu. Pogoda nie jest najgorsza. Jest gorąco, ale wilgotność jest niska, więc dobrze dla naszych, których przygotowania nie były pod wysoką wilgotność.

Dla mnie wyjazd w Alpy to nie tylko obóz, ale też piękne rodzinne wakacje. Jestem w górach z najbliższą rodziną. Bawię się bieganiem jak zawsze, a przy tym staram się przygotować optymalną formę.

IMG_3960Łapię witaminkę D i lekko pracuję nad opalenizną 🙂

Po majowo-czerwcowych perturbacjach wygląda na to, że forma rośnie szybko i można liczyć na dobry wynik. Nie ma co zapeszać, tylko trzeba wykonać ciężką pracę bez której nie ma szans na „szybkie bieganie”. Mam gdzieś w głowie poczucie, że zimowo-wiosenne zbyt ciężkie przygotowania oddadzą jesienią. Na to gdzieś głęboko liczę. Nie interesuje mnie kalkulowanie w walce o medale Wojskowych Mistrzostw Świata. Chciałbym walczyć o dobry wynik, a to z pewnością załatwi również dobre miejsce we wszelkich klasyfikacjach!

Życzę Wam miłego oglądania Igrzysk Olimpijskich i udanych przygotowań do sezonu jesiennego!

Mamy półmaraton i wygląda to coraz lepiej, choć rozgrywka robi się troszkę krajowa…

Be Sociable, Share!
Kategorie:Aktualności
  1. Zbyszek
    Sierpień 16th, 2016 at 22:54 | #1

    Liczę, że kiedyś pojadę na obóz do Sant Moritz czy Font Romeu. Obserwuję wielu biegaczy i zawsze mi się marzy obóz w takich miejscowościach, gdy oni wstawiają zdjęcia. Raj dla biegaczy 🙂

    W Maratonie kobiet dobrze pobiegły Amerykanki. Może też u mężczyzn będzie podobnie, choć Kenijczycy są bardzo mocni, szczególnie Kipchoge. Masz swoich faworytów do co Maratonu na IO?

  2. Sierpień 17th, 2016 at 14:07 | #2

    Tu jest genialnie, przepięknie i naprawdę idealnie dla biegaczy.
    Sant Moritz ładniejsze, można jechać z Polski autem. Font Romeu też super. Tu najlepiej lot do Barcelony (tam polecam troszkę na wybrzeżu, później auto z wypożyczalni i do Font Romeu). Wyjazdy kosztowne, ale warto pod każdym względem.
    Jesli chodzi o typy na Maraton, ja nie wierzę w Afrykan po ostatnich aferach dopingowych i mam nadzieję, że wygra ktoś inny. Stawiam na Brazylijczyków, choć wygląda, że warunki atmosferyczne nie będą im sprzyjać. Jest to z drugiej strony dobra wiadomość dla naszych 🙂
    Będzie ciekawie!

  3. Radek Selke
    Sierpień 21st, 2016 at 18:11 | #3

    A ja wlasnie obejrzalem maraton mezczyzn…i co zobaczylem?walczacych do upadlego etiopczykow, kenijczykow i bylego wice mistrza olimpijskiego amerykanina, byli tez inni biegacze, ktorzy sie slaniali na nogach byleby dobiec i ukonczyc maraton na Igrzyskach. A nasi reprezentanci…no coz, trzymalem kciuki za Arturem Kozlowskim, by pokazal kto w tej reprezentacji Polski ma jaja.i to pokazal. A pan HSz. Czy Yared wziety z nikad?Yared ma forme amatorska, a Henryk Szost poraz kolejny pojechal na wycieczke.
    Smiem twierdzic, ze gdybys Ty Mariusz pojechal to bys zrobil w srodku nocy lepszy wynik. A na pewno bys nie oddal bez walki. Wiem, ze wiele osob zarzuci mi skrajny szowinizm, a co do Ciebie fanatyzm, ale od 2011 roku powtarzam – Giża na Igrzyska, a teraz smiem twierdzic ze na Olimpiade puscilbym amatorow z Bartkiem Olszewskim na czele. Dlaczego? Nie gwiazdorza, walczyliby o to by dla kraju zrobic jak najlepiej, a nasze gwiazdy – zaproszenia vip na imprezy, po czym nieoczekiwanie przegrywaja. Albo jeszcze lepiej…standardowo schodza z trasy.
    Albo nagrywaja reklamy tv i co?forma z podworka…natomiast Artura Kozlowskiego bylo najmniej w mediach i w portalach spolecznosciowych. Nie gwiazdorzyl.trenowal. na Orlenie tez nie byl brany pod uwage. A to co zrobil wtedy z Henrykiem Szostem na wysokosci ulicy Szwolezerow?znokautowal.i dzisiaj to powtorzyl.brawo!
    Do reprezentowania kraju trzeba miec jaja.i Artur z trojki naszych olimpijczykow je ma.
    Czy brzmie przerazajaca?nie sadze, spojrzcie na to, jak dzielnie walczyly nasze Panie w maratonie? I czasy i miejsca lepsze od dwoch gwiazd z kadry olimpijskiej na maraton…a biegali po tej samej trasie.
    Coz….moze to i wina minimum?bo te w Polsce bylo wygorowane. Biegacze sie spinaja by je osiagnac, po czym tak naprawde jada wyplukani na impreze?
    Nie mnie to ocenic, ale trzeba sie zastanowic, bo w kadrze Polski powinni byc waleczniaki, a nie….
    Ten post to moja opinia i kazdy moze sie z nia niezgodzic.
    Pozdrawiam 🙂

  4. Mikołaj
    Sierpień 21st, 2016 at 22:10 | #4

    @Radek Selke

    Trochę więcej szacunku dla chłopaków, zarówno Artur Kozłowski i Henryk Szost wypełnili minimum i zasłużyli na Igrzyska, to że wyszło tak, a nie inaczej – taki jest sport. Wybrali inną taktykę – Artur bardziej zachowawczo, a Henryk poszedł z pierwszą grupą, chciał powtórzyć wynik z Londynu, a to był jedyny sposób. Ciekawe co o HSz mówiłeś po IO w Londynie, albo po tym jak bił rekord Polski? Też krytykowałeś go za brak ambicji? Więcej pokory i wyobraźni. Bartek Olszewski zamiast Henryka Szosta na Igrzyska? Z całym szacunkiem pozostawię to bez komentarza, myślę (mam taką nadzieję), że i Bartek wyśmiałby takie gadanie. Jeżeli nie widzisz różnicy wielu poziomów a nawet lat świetlnych między bieganiem 2:07 a 2:25, to ciężko dyskutować.

  5. Radek Selke
    Sierpień 21st, 2016 at 23:12 | #5

    @Mikołaj

    Tak sie sklada ze nigdy nie bylem fanem Szosta Mikolaju…nawet po Londynie.

  6. Zbyszek
    Sierpień 22nd, 2016 at 13:49 | #6

    Ja też jestem rozczarowany występem Polaków, miałem większe oczekiwania. Nie oznacza to jednak, że trzeba ich mieszać od razu z błotem. Całkiem możliwe, że Mariusz czy Marcin Chabowski pobiegli lepiej, ale teraz już się tego nie dowiemy. Oni spełnili minima i pojechali.

    Artur pobiegł swoje, nie zaskoczył ani nie zawiódł.
    Yared podobno miał sporo przygód z lotem (odsyłam do jego fb). Nie potwierdził „dobrej dyspozycji startowej” w tym roku, jednak PZLA go wysłało. Wcześniej też były plotki, że ma kontuzje. Jak było naprawdę? Tego się nie dowiemy, więc chyba lepiej nie osądzać, nie wiemy co było przyczyną jego słabego startu.
    Szost miał też przygody ze zmianą trenera. Odszedł od Shvetsova, był u Króla, wrócił do Shvetsova… Może rzeczywiście miał skurcze i nie mógł biec. Tego też nie wiemy. To było niewiele więcej niż połowa Maratonu, może gdyby był blisko końca dobiegłby. Może nie chciał ryzykować zdrowia, bo kontynuowanie biegu mógł przypłacić wielomiesięczną kontuzją.

    Co do samego Maratonu, to jak myślałem wygrał Kipchoge. Rupp udany debiut w Maratonie olimpijskim. Dla mnie bardzo dobry wysęp(6 miejsce) zanotował też Jared Ward. Pokazał, że można było w Rio pobiec swoje PB.

  7. Sierpień 22nd, 2016 at 16:19 | #7

    Ja też bym tak srogo wszystkich nie oceniał.
    Niestety jak pisze Zbyszek – wiele przygód po drodze. Niestety Jared wiadomo, że był kontuzjowany, a jednak spróbował. Heniu i Artur mieli bardzo trudny rok licząc łącznie z Igrzyskami wstecz. Artur zaliczył 4 przygotowania i 3 Maratony, Heniu też 4 przygotowania i 3 ukończone + jeden nieukończony Maraton. Jak dla mnie to zbyt wiele i to raczej(tak mi się wydaje) zadecydowało (ja bym tego z pewnością nie wytrzymał). Niestety zasady kwalifikacji były tak skonstruowane, że do tego dopuszczały, a chłopaki chcieli reprezentować kraj i walczyli o wyjazd do końca i z całych sił (do Orlen Maratonu, który był bardzo późno). Moim skromnym zdaniem nie wystarczyło sił na imprezę docelową.
    Moim zdaniem nie jest to brak chęci walki, tylko duże błędy w przygotowaniach. Artura najmniejsze i dlatego pobiegł nieźle, choć z pewnością w innym układzie stać go na znacznie więcej. Henia sytuacji podczas samego biegu nie znam, wiec nie chcę się wypowiadać.

    Proszę Was tylko: nie odpuszczajcie z wiarą w Polskich biegaczy. Każdy się stara, popełnia błędy, uczy się. Nie jest łatwo trenować na poziomie, gdzie można nawiązać walkę z czołówką. Potrzebne jest wsparcie, którego nasi nie mają zbyt wiele.

    Choćby to, że na Igrzyska wszyscy pojechali bez trenerów – sami! Pokrycie Trener – Zawodnik średnio wynosiło 70%!

    Ja i inni się jednak nie poddają 🙂

  8. Sierpień 23rd, 2016 at 10:04 | #8

    Mariusz, jak myślisz – czy przygotowując się do startu na IO w Rio, czyli w zupełnie innym klimacie niż nasz europejski, można się przygotować SKUTECZNIE do występu w klimacie „prawie” tropikalnym?
    Czy trenując w Sant Moritz czy w Szklarskiej, gdzie warunki są idealne do biegania można się przygotować do startu w + 25 czy + 30 C i wilgotności takiej, że człowiek poci się jak mysz nawet jak stoi…
    Yareda logistyka przyprawia mnie o ból głowy. Etiopia > Rio to nie zabawa, jak np lot na linii Berlin > NY… gdzie wsiadasz i wysiadasz i masz wszystko w nosie.

    To takie moje spostrzeżenie, o którym napisałem więcej na moje http://www.run-passion.pl, na którą przy okazji zapraszam.

  9. marsz
    Sierpień 25th, 2016 at 15:36 | #9

    hej Mariusz, też miałem okazję w tym roku pobiegać po Livigno i pochodzić po okolicznych górkach, byliśmy też na wycieczce w Sankt M.( korzystałeś ze stadionu, bo wyglądał na rozkopany?) i na Piz Nair; maraton za miesiąc liczę na pozytywne efekty, koleżanka spotkała Waszą grupę 21.08, to był niestety nasz ostatni dzień:(
    marsz

  10. Wrzesień 1st, 2016 at 17:43 | #10

    @suchy
    Wszystko się moim zdaniem zgadza. Aklimatyzacja to podstawa, a to zostało pominięte.
    Ja nie wyobrażam sobie startu w takim klimacie bez wcześniejszego pobytu i treningu w podobnych warunkach.

    Pozdrawiam całe BnO – respekt dla Was za orientację w terenie i skuteczność przeprawiania się przez trudny teren! Też lubię, brałem udział, byłem nawet mistrzem obozu AWF :), ale to trudna dyscyplina, wolę mój Maraton 🙂

    Powodzenia w prowadzeniu bloga – fajnie się czyta!

  11. Wrzesień 1st, 2016 at 17:48 | #11

    marsz :

    hej Mariusz, też miałem okazję w tym roku pobiegać po Livigno i pochodzić po okolicznych górkach, byliśmy też na wycieczce w Sankt M.( korzystałeś ze stadionu, bo wyglądał na rozkopany?) i na Piz Nair; maraton za miesiąc liczę na pozytywne efekty, koleżanka spotkała Waszą grupę 21.08, to był niestety nasz ostatni dzień:(
    marsz

    Livigno jest super, Sant Moritz również, więc pewnie doskonale się bawiliście 🙂
    Stadion rzeczywiście rozkopany przez imprezę dla koników, zresztą fantastycznie się to oglądało. Pierwszy raz widziałem na żywo konie pokonujące przeszkody – robi wrażenie.
    W treningu brak stadionu mi to nie przeszkodził, bo przyznam, że blisko przed Maratonem mało korzystam z tartanu. Jest to zupełnie inne podłoże – inaczej pracują mięśnie. Biegam wokół jezior względnie po asfalcie wokół stadionu.
    Pozdrawiam

  1. Brak jeszcze trackbacków