Home > Aktualności > bilans czerwca

bilans czerwca

Czerwiec stał pod znakiem odpoczynku. Szczególnie pierwszy okres, gdzie przez pierwsze 4 dni po Maratonie (28.05) nawet noga nie ruszyłem.

Powrót z Ottawy mieliśmy długi i z przygodami, więc tym bardziej należał się bezruch i bardzo ważna jednostka treningowa pod nazwą LB (leżenie bykiem) 😉

Tylko masaże lodowe, pierwszy zresztą zaraz po biegu, lekki rower, trochę spacerów. Właściwe – lekkostrawne, białkowe odżywianie.

W piątek pojechałem nad morze z rodziną, żeby odpocząć, fizycznie i psychicznie. Dobrze zjeść i odbudować się dzięki wszelkim zabiegom odnowy. Wszystko, żeby przyspieszyć regenerację i być gotowym do kolejnych przygotowań do jesiennego Maratonu. To niezwykle ważny okres w cyklu wyczynowego Maratończyka. Większość biegaczy w tym czasie zwyczajnie sobie odpuszcza i tyle, pozwala na znacznie więcej niż przed wyzwaniem. Cóż, ja nie mogę sobie na to pozwolić…

Zacząłem odnowę od zabiegów ciepłych. Sauna, solanka, masaże suche, słońce i lekkie pływanie +  rower, żeby krew krążyła, ale mięśnie pracowały inaczej niż w mojej specjalności.

Po kilku dniach zacząłem na zabiegi zimne, tzn. moczenie nóg w morzu, a także to, co super na mnie działa – krioterapię całościową w komorze. Tylko 7 zabiegów, bo na tyle starczyło czasu, ale myślę, że jest to liczba, która już zadziała na mój organizm – odnowi zmęczony układ ruchu, zastymuluje układ odpornościowy.

Biegałem sporadycznie, mało i bardzo wolno. Łydka, która zawiodła na Maratonie, już nie doskwierała, choć przez pierwsze 10 dni po biegu czułem ją na prawie każdym kroku.

Pojadłem morskich ryb, troszkę się podtuczyłem J wyspałem i po 2 tygodniach byłem gotów, żeby zaczynać wprowadzenie do nowego sezonu. Sezonu jesiennego, gdzie opisywany okres przejściowy jest zwykle znacznie krótszy niż między sezonem jesiennym, a wiosennym (oczywiście jeżeli mamy mieć 2 szczyty formy rocznie – w moim przypadku biegamy w roku 2 Maratony).

W ramach odnowy skorzystałem też z dobrodziejstw nauki, dlatego zacząłem współpracę z Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji w Płocku, gdzie przebywałem / spałem w komorze hiperbarycznej. Pierwsze testy okazały się całkiem obiecujące, dlatego będę korzystał z tego rodzaju leczenia przed jesiennym Maratonem. Wydaje się, że będzie to miało najlepsze zastosowanie po treningach powyżej progu mleczanowego, gdzie przemiany beztlenowe odgrywają znaczącą rolę, a tlen i ciśnienie w komorze pozwoli znacznie szybciej odzyskać równowagę – odnowi organizm, by gotów był do kolejnych, coraz cięższych wyzwań.

Trening biegowy

W pierwszym tygodniu przebiegłem 1/3 kilometraża z klasycznych przygotowań. Same truchty, raz 8 km na HR w granicach 145-150. Uznaję to jeszcze za kolejny tydzień odpoczynku, a nie wprowadzenia, bo na moim poziomie wytrenowania niestety takie objętości nie są trenujące.

Kolejny tydzień 15% większy, z 2 biegami w strefie wspomnianego „wysokiego tlenu”. Ten tydzień w moim przypadku nadal bardziej odpoczynkowy, niż budujący. O to jednak chodzi.

Ostatni tydzień czerwca, to już wprowadzenie i 140 km biegania z 3 akcentami, więc już praca i budowanie – nareszcie J wyszło sporo, bo ostatnie 3 dni już w Szklarskiej Porębie.

36 lat

To tylko liczba, ale dosyć ważna. Liczba dla wyczynowego Maratończyka określająca 2 rzeczy:

Szczyt możliwości biegowych (w takim wieku wielu biegaczy biło swoje rekordy życiowe. Z dobrze mi  znanych Grzegorz Gajdus 2:09.23, Adam Draczyński 2:10.49),

ale też schyłek wyczynowej kariery, czyli najstaranniejsze możliwie przygotowanie, bez oszczędzania, bez odpuszczania, bez półśrodków – maksymalnie jak się da! Mimo tego mam nadzieję, że bez niepotrzebnej presji i co powinno gwarantować doświadczenie – bez błędów!

Dziękuję w tym miejscu za Wasze życzenia urodzinowe – dostałem ich w tym roku ponad 400! (facebook policzył swoje skrzętnie) Czułem się tego dnia genialnie – doceniony, lubiany i akceptowany – to często wydaje się błahe, ale jest ważne, szczególnie dla Maratończyka tj odludka, wykonującego swoją ciężką pracę najczęściej w samotności.

Potwierdziło się , że wszelkie działania mające na celu Wasze lepsze bieganie działają i są warte zachodu. Mam przy okazji nadzieję, że jak będę potrzebował pożyczyć dwie dychy, to ktoś mnie poratuje 😉

Czerwiec był też miesiącem nadrabiania tych rzeczy, które przed Maratonem były odkładane w czasie. Wszelkie domowe obowiązki, zobowiązania, wreszcie rodzinne zaniedbania. Czasu brakowało na każdym kroku, ale mimo to sądzę, że odpocząłem i po kilku testach widać, że jestem gotów na kolejny mocny trening.

Testy

17 czerwca klasyka – badanie krwi. Morfologia, żelazo, ferrytyna to podstawa, minerały, białko całkowite, próby wątrobowe, czyli dodatkowe parametry wskazujące na stan zdrowia. Wszystko w normie, czasem „wysokiej”, niestety odwieczny problem – hemoglobina, która spadła po Maratonie o prawie jedną jednostkę – marne ledwo ponad 14 G/DL, a także ilość czerwonych krwinek. Znowu trzeba wcinać na potęgę pietruszkę, buraki, kiełki, jaja, żeby żelazo, które jest „przerobiło” się na ilość nośników tlenu – bez tego można zapomnieć o szybkim bieganiu. Jedyne pocieszenie, to fakt, że te parametry wraz z wiekiem i wytrenowaniem zwyczajnie spadają i niewiele da się na to poradzić, przynajmniej bez stosowania niedozwolonego dopingu… Na marginesie to tu „grzebią” wszystkie sporty wytrzymałościowe, żeby podnieść swoje parametry wydolnościowe. Na te parametry działa szalenie korzystnie słynne EPO.

28 czerwca przeszedłem testy biomechaniczne w Rehasport na Wilanowie. Klinika ma nowoczesny sprzęt, żeby zbadać, co w naszym kładzie ruchu „kuleje”. Jest to bardzo ważna sprawa, bo można pracować efektywniej, uniknąć kontuzji. Zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć.

Nie mam jeszcze ostatecznych wyników i opisu mojego „przeglądu technicznego”, ale wiążę z nim sporo nadziej, że pomoże mi być lepszym i zdrowszym biegaczem.

Test składał się z 4 części:

  1. Testu FMS, czyli wystandaryzowanej 7-ćwiczeniowej próby ogólnej sprawności – ten przeszedłem we wstępnej ocenie na bardzo wysokim poziomie – super J
  2. Testu równowagi – ten zawaliłem – niestety. Wyszło ze wstępnych obserwacji, że na jednej nodze stoję znacznie pewniej, niż na drugiej – najgorsze są dysproporcje, bo gdy tak się dzieje, że obciążamy jedną stronę znacznie bardziej niż drugą, to przy moich obciążeniach nie tylko mam większy wydatek energetyczny, ale też łatwiej popaść w problemy zdrowotne. Jest to niestety konsekwencja mojej kontuzji z 2012 roku i kompensacji, która nadal się za mną ciągnie. Oczywiście jest znacznie lepiej niż w 2012, 2013 i 2014 roku, ale niestety jeszcze nie powróciłem do pełni sprawności. Domyślam się co robić dla poprawy, wiem co mam poprawiać. Mam nadzieję, że za 2 tygodnie, kiedy będą pełne wyniki, dostanę dodatkowe wskazówki.
  3. Test skoczności – na 2 bliźniaczych platformach wykonywałem kilka skoków, żeby zbadać która noga jest bardziej obciążana – to wyszło na pierwszy rzut oka całkiem nieźle – lepiej niż równowaga, co teoretycznie powinno mieć punkty wspólne. Zobaczymy ostateczne wyniki.
  4. Test siły zginaczy i prostowników nóg. Tu spora dysproporcja. Przez odciążanie kontuzjowanej prawej nogi mocno wzmocniłem lewą, która teraz jako moja mocniejsza, ma na pierwszy rzut oka jeszcze większą przewagę, a przez to np. fizjoterapeuci zgłaszają – lewa bardziej zmęczona, sam też często czuję, że więcej muszę ją rolować, czy samemu masować. Niby rozwiązanie proste – na sile kilka powtórzeń na prawą więcej i będzie ok…..gdyby to było takie łatwe….

Test biegowy 29.06

Na następny dzień (wiem, być może za wcześnie po ciężkim teście siły maksymalnej), jednak to już tylko dzień przed wyjazdem na obóz, zdecydowałem się sprawdzić biegowo. Pobiegłem 2×3 km na 2 minutowej przerwie w tempie tzw. Tempo Run, czyli z prędkością, z którą w dobrych warunkach, ale w samotnym biegu dałbym radę tego dnia przebiec godzinę – szkoła amerykańska, której dotknąłem przy okazji współpracy z Trenerem Leonidem Shvetsovem. Było ciepło, więc podzieliłem 6 km na dwa, 2 minutową przerwą. Wyszło z łatwością po 3:08, więc naprawdę obiecująco. Czuję dzięki temu treningowi, że jestem już gotów do pracy. Tu nie mam danych, które opisują powyższy test – jedynie częstość skurczów serca i samopoczucie – te mogę porównać do 100 podobnych treningów, które wykonałem w ostatnich latach – to mój chleb powszedni, po prostu czujesz, albo nie.

 

Pisząc wpis jestem już w Szklarskiej Porębie, przyjechałem 30-tego czerwca, więc podróż i tylko lekkim rozruchem zakończyłem miesiąc. W lipcu i sierpni mam plan zrobić dużo objętości i siły – dlaczego? – wyjaśnię niebawem. Czy będzie to słuszna droga? Czas pokaże…

Powodzenia w Waszych jesiennych przygotowaniach!

U mnie licznik kilometrów w czerwcu zatrzymał się na 273 km na aż 24 treningach, więc to był bardzo lekki czas. Mam nadzieję w lipcu trenować nawet 3 x więcej. Zobaczymy…

PS. Jeśli szukacie startu na 22 lipca, to zapraszam Was serdecznie na bieg, który mam przyjemność współorganizować od 2007 roku, a mianowicie warszawską IX Praską Dychę. W tym roku wspiera nas Ambasada Indonezji w Polsce, funduje fantastyczne nagrody, poczęstunek na mecie. Trasa biegu będzie bardzo szybka, płaska, osłonięta drzewami, w pięknym, czystym Parku Skaryszewskim. Start 10 km dla biegaczy z rekordami życiowymi poniżej 50’ o 19:00, a biegaczy startujących open o 20:00. Mamy nadzieję, że mimo wakacyjnego terminu pobiegniecie u nas, zabierzecie swoich znajomych, a także dzieci, dla który będą aż 4 biegi na różnych dystansach.

Zapraszam Was serdecznie!!!

www.praskadycha.pl

Be Sociable, Share!
Kategorie:Aktualności
  1. Brak komentarzy
  1. Brak jeszcze trackbacków