Home > Aktualności, trening, zawody > październik, znaki zapytania i Mistrzostwa Świata

październik, znaki zapytania i Mistrzostwa Świata

To był trudny czas, choć treningowo nieskomplikowany, wręcz łatwy.

Po Maratonie była ponad tygodniowa całkowita przerwa spowodowana bólem lewej łydki i „spięciem” biodra w okolicach panewki kości udowej. Nie to było jednak najtrudniejsze, a pogodzenie się z porażką. Czas jednak jak zwykle „goi rany”i nastraja coraz pozytywniej. Już 2 tygodnie po Maratonie trzeba było „zbierać się”, żeby godnie zaprezentować się podczas zbliżających się dużymi krokami Wojskowych Mistrzostw Świata w Przełajach. Z jednej strony stanęło przede mną reprezentowanie Kraju, co jest wielkim wyróżnieniem i honorem, z drugiej strony kontuzja, która nie wiadomo, czy pozwoli w pełni walczyć na przełajowej, zwykle trudnej trasie Mistrzostw.

Od razu pewne było, że nasza reprezentacja będzie silna, będą rezerwowi, wiec oczywiście nic na siłę i jeśli nie będę w pełni zdrów, nie ma sensu próbować i blokować miejsca zawodnikom, chętnym do startu w reprezentacji. Wiedziałem jednak, że jeśli będę w swojej normalnej dyspozycji, to przydam się, w końcu jestem „przełajowcem”. Chciałem wystartować, bo uwielbiam klimat takich imprez. Nie chciałem już kończyć sezonu. Być może chciałem jakoś osłodzić smak ostatniej porażki…

Najważniejsze, że miałem takiego „sportowego nerwa”. Jadąc pewnego razu do Fizjoterapeuty, nastawiony byłem jak na wojnę, zobaczyłem swoje oczy w lusterku wstecznym – wyglądałem jakbym ruszał na jakąś chorą zemstę – dosłownie obłęd w oczach :). To generalnie nic nadzwyczajnego. Po porażce, każdy chce jak najszybciej pokazać swoją wartość.

Nauczony zeszłorocznym doświadczeniem, postanowiłem jednak podejść do tematu przygotowań rozważnie, cierpliwie i łagodnie. Planowałem tylko dosłownie 3 trudniejsze akcenty treningowe przez 6 tygodni między Maratonem, a przełajowymi Mistrzostwami. W tym jeden start na 2 tygodnie przed 5 listopada.

Odwiedzałem specjalistów w celu rozwiązania sprawy spiętego i strzelającego biodra, co wskazywało na problem z obrąbkiem stawowym, a to byłaby niestety sprawa trudna, żeby nie powiedzieć beznadziejna. Bałem się tego jak wyroku. Po każdym trudniejszym treningu biodro bolało, strzelało, łydka spinała się raz mniej, raz więcej. Jak to przyjdzie podczas biegu przełajowego, to „po mnie”. 

Drugie 2 tygodnie po Maratonie spędziłem na obozach w Zakopanem podczas TatraRunning, później w Szklarskiej Porębie. Było to swego rodzaju „podbicie” sam pobyt, bo nie było mowy o ciężkim treningu. 

Start w Radawie 22 października na ok. 10600 m poszedł dobrze, biodro wytrzymało, ból przyszedł dopiero po biegu i utrzymywał się przez 3-4 dni. Dało to sygnał, że powinno być dobrze, a ból to raczej sprawa przeciążeniowa, bo w Maratonie przyszedł po 21 kilometrze. Przyszła wreszcie pozytywna myśl, że będzie dobrze.

W czasie zawodów czułem się komfortowo, przebiegłem po 3:06 na niełatwej trasie, bo przynajmniej połowa prowadziła leśnymi drogami, czasem piaszczystymi, druga połowa to w ok 60% asfalt dobrej jakości, pozostała część dziurawy, nierówny z licznymi kałużami. 

Mocno się przetarłem, ale cały czas biegłem z pewną rezerwą. Taki był cel!

Niestety to się nie sprawdziło, tak jak w przypadku Maratonu. W przeszłości przetarcia sprawdzały się doskonale, teraz już tak nie jest. To jako pierwsze muszę skorygować w kolejnych przygotowaniach.

Ostatnie 2 tygodnie to już wyciszenie, jedynie 2 krótkie ciągłe i jedna lekka zabawa biegowa – w kolcach (zaledwie 6×2 minuty i 3×1 minuta przerwa 1:30) . Uwielbiam bieganie w moich crossówkach. Ubranie tego typu butów raz na jakiś czas świetnie poprawia dynamikę i technikę biegu, uruchamia staw skokowy, to świetna sprawa dla Maratończyka. 

Niestety na tydzień przed zawodami nie czułem się najlepiej, miałem wrażenie, jakby „uszło ze mnie powietrze”. Skracałem treningi, robiłem dni wolne, jednego dnia nawet postanowiłem zrobić spacer – zbierałem grzyby 🙂 Nie przejmowałem się jednak specjalnie, wiedząc, że mój sprytny organizm już leni się przed ostrym wysiłkiem, na który się już programował.

Przełaje to ciężki kawałek chleba – zawsze, nawet na płaskich, twardych trasach. Ja jak zwykle marzyłem o deszczu, miękkiej nawierzchni – trudnej trasie, bo na takich zawsze wypadam dobrze.

Liczył się medal drużynowy, więc trzeba biegać na optimum swoich możliwości, nie można pozwolić sobie na zbyt duże ryzyko, liczy się waleczne serce!

Niczego nie zaniedbałem, choć wiadomo, że startowanie 6 tygodni po Maratonie może wyjść lub nie. Jeśli organizm jest zbyt przeciążony, nie podźwignie się do wielkiego poziomu. Czasem jednak jest drugi szczyt formy – taki miałem w ubiegłym roku. 4 tygodnie po przeciętnym występie w Maratonie w Turynie, przełaj w Malborku pobiegłem bardzo dobrze.

Nad Balaton dojechaliśmy już w piątek 3 listopada, więc na 2 dni przed startem – sporo czasu na odpoczynek – idealnie.

Trasa na Węgrzech okazała się ciut trudniejsza niż płynące przed biegiem informacje. Park przy samiutkim Balatonie choć płaski jak stół okazał się niezbyt równy, z dużą ilością zakrętów, spowalniającym raz na jakoś czas piaskiem, z rowami z wodą.

Bieg rozpocząłem mocno, ku mojemu zdziwieniu bez większego wysiłku znalazłem się w ścisłej czołówce. Obok Błażej Brzeziński, Arek Gardzielewski, Adam Nowicki i najmłodszy, choć doświadczony w przełajach Andrzej Rogiewicz. Wolniej rozpoczął Heniu Szost, jednak był tydzień po trudnym Maratonie. Pierwszą pętlę z pięciu pokonałem w 7:05 – za szybko, bo dwie następne równo po 7:20, niestety dwie ostatnie po 7:25-23. Nie wytrzymałem, choć po 3 okrążeniach byłem pewien, że będę wyprzedzał rywali, wyprzedziłem tylko jednego.

Dobiegłem 17-sty, 5-ty w naszej reprezentacji, więc nie punktowałem, a jedynie odebrałem punkty goniącym nas Tunezyjczykom. Z Algierią i Francją nie mieliśmy szans, jednak równy poziom całego składu dał sukces – jest to pierwszy w historii medal drużynowy na długim dystansie. 

Noga wytrzymała – nie miałem żadnych dolegliwości 🙂

Poniżej wyniki top 50 naszego biegu:

Hely. Név Ország 1. kör 2. kör 3. kör   4. kör Cél idő
1 Ali GUERINE ALG 7:02 07:03:00 07:09:00 07:08:00 06:49:00 35:11
2 Khireddine BOUROUINA ALG 7:02 07:03:00 07:09:00 07:08:00 06:53:00 35:15
3 Charles OGARI FRA 7:01 07:04:00 07:09:00 07:08:00 07:00:00 35:22
4 Nassim DRIFEL ALG 7:01 07:04:00 07:09:00 07:09:00 07:10:00 35:33
5 Rabeh KHAOUAS ALG 7:02 07:03:00 07:09:00 07:15:00 07:10:00 35:39
6 Hassan CHAHDI FRA 7:01 07:04:00 07:09:00 07:10:00 07:15:00 35:39
7 Mansour HARAOUI ALG 7:02 07:02:00 07:10:00 07:15:00 07:24:00 35:53
8 Atef SAAD TUN 7:02 07:06:00 07:17:00 07:21:00 07:16:00 36:02
9 Yohan DURAND FRA 7:03 07:20:00 07:19:00 07:14:00 07:09:00 36:05
10 Adam NOWICKI POL 7:01 07:10:00 07:21:00 07:24:00 07:16:00 36:12
11 James THEURI FRA 7:03 07:05:00 07:16:00 07:22:00 07:31:00 36:17
12 Arkadiusz GARDZIELEWSKI POL 7:01 07:21:00 07:19:00 07:20:00 07:17:00 36:18
13 Willy NDUWIMANA FRA 7:13 07:15:00 07:23:00 07:15:00 07:14:00 36:20
14 Blazej BREZINSKI POL 7:02 07:10:00 07:23:00 07:32:00 07:14:00 36:21
15 Andrzej ROGIEWICZ POL 7:03 07:11:00 07:22:00 07:28:00 07:21:00 36:25
16 El Hadi LAAMEUCH ALG 7:02 07:03:00 07:22:00 07:36:00 07:28:00 36:31
17 Mariusz GIZYNSKI POL 7:05 07:20:00 07:20:00 07:25:00 07:24:00 36:34
18 Nathan CHEBET FRA 7:08 07:13:00 07:20:00 07:25:00 07:36:00 36:42
19 Rahul KUMAR PAL IND 7:16 07:22:00 07:27:00 07:30:00 07:18:00 36:53
20 Deepak Singh RAWAT IND 7:09 07:23:00 07:30:00 07:33:00 07:19:00 36:54
21 Benjamin PAYNE USA 7:17 07:25:00 07:33:00 07:29:00 07:15:00 36:59
22 TOMER Sonu IND 7:09 07:23:00 07:30:00 07:33:00 07:25:00 37:00
23 Jorge ARIAS ECU 7:14 07:25:00 07:27:00 07:30:00 07:25:00 37:01
24 Riley COATES USA 7:23 07:24:00 07:27:00 07:30:00 07:22:00 37:06
25 KUMBHAR Deepak Bapu IND 7:09 07:23:00 07:29:00 07:38:00 07:31:00 37:10
26 Patrick CORONA USA 7:23 07:24:00 07:28:00 07:30:00 07:27:00 37:12
27 Zied BEN OTHNANE TUN 7:23 07:26:00 07:28:00 07:36:00 07:27:00 37:20
28 Adriano ENGELHARDT SUI 7:26 07:29:00 07:30:00 07:32:00 07:27:00 37:24
29 KUMAR VERMA Virendra IND 7:16 07:27:00 07:35:00 07:39:00 07:27:00 37:24
30 SUHAUG Dipak IND 7:14 07:28:00 07:35:00 07:39:00 07:31:00 37:27
31 Luis Miguel CARDENAS ECU 7:13 07:30:00 07:35:00 07:40:00 07:39:00 37:37
32 Matthew BELL USA 7:24 07:25:00 07:36:00 07:42:00 07:36:00 37:43
33 Henryk SZOST POL 7:08 07:25:00 07:32:00 07:48:00 07:53:00 37:46
34 Stefan LUSTENBERGER SUI 7:20 07:28:00 07:32:00 07:42:00 07:46:00 37:48
35 Mauricio FLANDEZ CHI 7:15 07:38:00 07:40:00 07:43:00 07:37:00 37:53
36 Tarek HACHANI TUN 7:23 07:38:00 07:47:00 07:51:00 07:30:00 38:09
37 GOSSAUER Jens-Michael SUI 7:25 07:40:00 07:44:00 07:48:00 07:32:00 38:09
38 Manuel CANAR ECU 7:24 07:44:00 07:41:00 07:49:00 07:33:00 38:11
39 Angel CHASI ECU 7:30 07:39:00 07:41:00 07:48:00 07:34:00 38:12
40 Luis CACUANGO ECU 7:30 07:39:00 07:41:00 07:47:00 07:36:00 38:13
41 Mohamed GBELLI TUN 7:24 07:38:00 07:49:00 07:45:00 07:44:00 38:20
42 Marcel BERNI SUI 7:35 07:39:00 07:45:00 07:46:00 07:36:00 38:21
43 Andreas KEMPF SUI 7:35 07:39:00 07:45:00 07:46:00 07:37:00 38:22
44 Ammar ZNAIDIA TUN 7:24 07:39:00 07:46:00 07:49:00 07:54:00 38:32
45 BILL David SUI 7:34 07:34:00 07:41:00 07:53:00 07:51:00 38:33
46 Ilia PRASOLOV RUS 7:24 07:37:00 07:49:00 07:53:00 07:51:00 38:34
47 Leslie Encina QUINTANA CHI 7:43 07:41:00 07:49:00 07:58:00 07:28:00 38:39
48 HONTI Attila  HUN 7:39 07:46:00 07:49:00 07:50:00 07:38:00 38:42
49 Patricio Contreras GODOY CHI 7:39 07:45:00 07:49:00 07:52:00 07:44:00 38:49
50 Iliya KUTSAROV BUL 7:32 07:48:00 07:54:00 07:53:00 07:44:00 38:51

Pełne wyniki :

https://www.evochip.hu/verseny/57_CISM_Katonai_Mezei_Futo_Vilagbajnoksag/1093

Na starcie 22 reprezentacje. Fakt, nie było silnych jak zwykle Kenijczyków i Marokańczyków, ale nie ma to znaczenia – medal jest medal 🙂 Na krótkim dystansie chłopaki tym razem nie stanęli na podium, kończąc rywalizację na 4-tym miejscu mimo bardzo dobrego występu Tomka Grycko, który skończył na wysokim 5-tym miejscu. Dziewczyny zajęły drugie miejsce, z jedyną indywidualną medalistką Kasią Kowalską.

Fajnie było zakończyć sezon w gronie bratnich, biegowych dusz 🙂

Teraz odpoczynek i regeneracja – leczenie. Miałem numer startowy Biegu Niepodległości, jednak nie wystartowałem, bo bałem się nawrotu kontuzji, a dwa czułem, że jestem już bez formy. Biegłbym na 100% możliwości, co znacznie wydłużyłoby regenerację. Wiosną czeka mnie kolejny trudny Maraton i nie łatwiejsze przygotowania. Nie mogę już dawać nieść się emocjom – już nie mam na to czasu…

W piątek 10.11 miałem USG u bardzo dobrego specjalisty, konsultowane z równie dobrym Ortopedą w Klinice Gamma. Panowie nie zobaczyli nic niepokojącego, wcześniej wskazówki Dr Adamczyka przyniosły rezultat, a mianowicie dostałem wskazania, że trzeba pracować nad napiętym mięśniem gruszkowatym – rozluźnianie pomogło 🙂

W tej chwili nie biegam – korzystam z pełnej odnowy: masaże, solanki, borowiny, pływanie, sauna itp. wszystko bardzo intensywnie, bo kilka razy dziennie. Do tego delikatnie się rozciągam. Liczę, że od grudnia będę mógł w pełni trenować. 

Bardzo wierzę, że 2018 rok będzie dla mnie szczęśliwy. Mam już w głowie plan, widzę każdy kolejny etap i to, co mam robić. Tym razem wszystko sobie szczegółowo rozpiszę, wszystko, co do jednego ćwiczenia.

TAK, te przygotowania będą absolutnie IDEALNE!!!

 

  1. Robert
    Listopad 17th, 2017 at 18:20 | #1

    Mariusz znasz może zasady kwalifikacji na mistrzostwa Europy do Berlina? Czy promowany będzie start w mistrzostwach Polski?

  2. Mikołaj
    Listopad 18th, 2017 at 09:58 | #2

    Życzę Ci tego, żeby te absolutnie idealne przygotowania zaowocowały startem w Mistrzostwach Europy!

    Liczę na regularne relacje i trzymam kciuki

  1. Brak jeszcze trackbacków