Archiwum

Archiwum dla Marzec, 2018

drugi tydzień w Albuquerque

Po pierwszym udanym tygodniu obozowym przyszedł czas na duże „szarpnięcie”. Tak potocznie mówimy na trudne-kluczowe treningi 🙂

Czułem gdzieś „pod skórą”, że potrzebuję długiego biegu. Podczas ostatniego Maratonu zabrakło właśnie takiej czystej wytrzymałości, mocnego układu ruchu. Owszem najgorsza była kontuzja, ale nawet z nią powinienem lepiej wytrzymać końcówkę.

Dlatego na wtorek zaplanowałem „40-stkę” już kilka dni przed powodowała u mnie spore emocje. Chciałem ją zrobić, ale jednocześnie obawiałem się, jak zareaguję. Do tak długiego biegania Maratończycy mają zwyczajnie respekt, ponieważ może ona wiele pomóc, ale również zepsuć całe przygotowania. Czytaj więcej…

decydujący czas

10 dni obozu za mną. Było to zdecydowanie dobre wejście w obóz!

Pomimo, że miałem raptem 13 dni przerwy pomiędzy treningiem w wyższych górach (Iten – Kenia 2400 m n.p.m. vs Albuquerque USA +/- 1600 m n.p.m.), musiałem przejść aklimatyzację. Świadczyło o tym głównie samopoczucie na treningach i tętno – na nawet spokojnym bieganiu. Swoje robi też zmiana czasu, do czego trzeba się przyzwyczaić, a zajmuje to zwykle 3-4 dni (7 godzin różnicy czasowej). Początkowo chce się spać już w środku dnia, ale trzeba wytrzymać do przynajmniej godziny 21. Mimo, że jest się mocno zmęczonym, ciężko spać do rana.

Nie jest to jednak duży problem, po tygodniu wszystko się normuje i można mocniej trenować. Czytaj więcej…

Kategorie:Aktualności, trening

między obozami

Ostatnie dni w Kenii okazały się owocne, praktycznie przez cały tydzień przed powrotem do domu ból zaczął wyraźnie ustępować i można było skupić się na treningu.

Cały pobyt generalnie zaliczam „na plus”. Był to okres na 11-8 tygodni do startu w Maratonie, więc jeszcze sporo czasu. Podczas wyjazdu wysokogórskiego budowałem podstawową wydolność. Nie biegałem w prawdzie zbyt dużo, nie tyle ile bym chciał, jednak sam pobyt na 2400 m n.p.m. zawsze robi swoje. Jednym zdaniem – robiłem tyle, ile mogłem.

Już na początku podjąłem decyzję, że w marcu powtórzę górski obóz – tym razem w Albuquerque, żeby tam pobiegać więcej i szybciej, tam zrobić tą główną pracę. Bez niej nawet najlepsze miejsca treningowe nic nie dadzą. 

Powrót okazał się dość trudny. Czekała mnie bardzo duża zmiana pogody, a co za tym idzie pewne ryzyko przeziębienia się. Na krótkich i spokojnych biegach nie ma problemu, ale już podczas wymagających trzeba uważać na płuca, oskrzela itd…szczególnie, że w Kenii było +25, a w Warszawie -10. Czytaj więcej…

Kategorie:Aktualności