ostatnie długie treningi
Po czwartkowych 400-setkach, w niedzielę walczyłem z wiatrem na długim biegu ciągłym - w tym roku były to 32 km takiego biegu, w poniedziałek truchtałem z nogi na nogę, a już we wtorek podbiegi, natomiast dzisiaj długie tempo na 4-kilometrówkach i dwójkach w Parku Skaryszewskim.
Coś nie mam ostatnio szczęścia do pogody. W niedzilę wiało i padał śnieg, a dzisiaj od rana lało. Przyjechałem do Parku i siedziałem pół godziny w samochodzie, czekając aż się zlituje i przestanie padać, całe szczęście poprawiło się i później było bardzo przyjemnie. Cóż… teraz już nie bardzo można coś w treningu przekładać, bo i tak jest dosyć gęsto z akcentami. Już w sobotę lub w niedzielę kolejne tempo, tym razem na średnich odcinkach 1-2 km i tylko 10-12 km
Dzisiaj nogi nie były posłuszne i nie niosły, tak jak by się tego chciało, jednak po ostatnim „objętościowym” tygodniu i po 12 dniach po górach mają zdecydowanie do tego prawo, mimo wszystko prędkości startowe w miarę wyrabiałem.
To co cieszy mnie najbardziej, to fakt, ze teraz skupiam się na treningu, nie trapią mnie urazy, czy przeziębienia, mogę spokojnie trenować i myśleć jak optymalnie przygotować się do następnej niedzieli. Teraz tak naprawdę trzeba dotrwać do końca tygodnia, później odpoczynek, trochę walki ze sobą na diecie maratońskiej o obniżonej zawartości ulubionych węglowodanów (w poniedziałek świątecznego ciasta nie uświadczę), ale to tylko 3 dni, później można, a nawet trzeba objadać się makaronem itp. do woli, a 13 kwietnia lecę do Rotterdamu.









