Wrzucanie zdjęć w Kenii to nie prosta sprawa, więc z lekkim opóźnieniem piękne widoki z Old Mouses na Mount Kenya.

Old Mouses jest stacją pośrednią dla wszyskich wspinających się na Mount Kenya. Troszkę mnie to zaskoczyło, ale nie ma możliwości marszu bezpośrednio na najwyższy szczyt Keni bez noclegu w bazie. Przewodnik tłumaczył to dużą zmianą wysokości i odległością. W zasadzie nie da się zdobyć Mt. Kenya bez odpowiedniego sprzętu, a tylko sąsiadujący szczyt Point Lenana (prawie 5 000 m n.p.m.). Czytaj więcej…

W drodze do Iten przez 2 dni zobaczyliśmy kilka pięknych miejsc.
Czytaj więcej…
Wylądowaliśmy rankiem w Nairobi. Korzystając z pierwszych dni i tak poświęconych na aklimatyzację, przemieszczając się do Iten, odwiedziliśmy Park Ol-Pejeta. To wygrodzony teren na powierzchni 40 km kwadratowych, pięknie położony, z widokiem na Mount Kenia. Pełni między innymi funkcję rezerwatu zwierząt zagrożonych, osieroconych lub skrzywdzonych przez ludzi np.: mieszkają tam przesympatyczne Szympanse. Oprócz licznych zwierząt jakie można oglądać, znaleźliśmy się dokładnie na równiku.
Ania stoi na północy, ja na południu (wolę cieplejsze klimaty)
Jednak najbardziej podobały mi się drogi w parku – znajdują się na wysokości ponad 1800 m n.p.m., są urozmaicone, długie i dosyć płaskie – idealne!
Biegam dosyć regularnie, choć z krótkimi przerwami na leczenie urazu, który całe szczęście coraz mniej daje o sobie znać.
W sobotę przebiegłem trzeci już w tym sezonie cross na trasie w Płocku. Zawsze, kiedy jestem u rodziców, w podobnym okresie treningowym, kręcę kółka na milowej pętli w Lesie Maszewskim.
Tym razem był to cross życia. Średnio biegłem poniżej 3:30 na tętnie średnim 157 ud./min. Pierwszy był powyżej 3:40 i o 10 uderzeń na minutę wyżej. W sobotę po prostu czułem w sobie moc. Jest to wspaniałe uczucie, lata treningu dają coraz lepszą dyspozycję, pewne treningi i prędkości są już dobrze dopracowane, wszystko żeby szybciej biegać podczas głównych zawodów – mam nadzieję, że tak będzie. Oby teraz zdrowie dopisywało, a jak dalej będę się podobnie czuł, to o formę na wiosnę jakoś się nie martwię.
Czytaj więcej…
Dzisiaj byłem w Łodzi oglądać trasę Maratonu.
Jestem mile zaskoczony jej profilem i co najciekawsze jakością asfaltu. Organizatorzy postarali sie wytyczyć trasę tak, żeby była możliwie najszybsza.
Ciągle nie wiem, gdzie pobiegnę 15 kwietnia. Czekama na informację z Rotterdamu. Nie wykluczam też Wiednia, choć po zeszłym roku mam kiepskie wspomnienia.
Do końca miesiąca trzeba podjąć decyzję. Nie spieszę się z tym, ponieważ to ważna decyzja. Nie tylko liczy się teren, ale rownież bieg w dobrym tempie, ułożony pod zamierzenia, spora grupa biegaczy na zbliżonym poziomie. Wszystkie czynniki muszą się zgrać, a przede wszystkim dobra forma, nad czym skupiam się w pierwszej kolejności.
Punkt dla Łodzi!
Koniec roku to czas podsumowań i refleksji czego udało się dokonać, a co nie wyszło. Każda konstruktywna analiza i odpowiednio wyciągnięte wnioski, zawsze prowadzą ku lepszemu.
Był to niestety rok błędów, kontuzji i nauki.
Czytaj więcej…
Ból stawu skokowego spowodowany był prawie na pewno przez ganglion, czyli galaretowaty płyn, który wydostał się z przeciążonego stawu i podczas biegu uciskał, sygnalizując, że coś jest nie tak. W butach z miękką zapiętką nie czułem nic, a w normalnych treningówkach coś minimalnie czasem uwierało. Mam nadzieję, że obcy, którego mi błyskawicznie usunięto, był przyczyną ostatnich problemów. W sumie nie był to uraz, który uniemożliwiał bieganie, ale nie wiadomo, co byłoby dalej, kiedy zaczęłyby się duże obciążenia.
Dobrze, że mamy teraz dostęp do nowoczesnej aparatury – łatwiej dzięki temu radzić sobie z kontuzjami.
Razem z zabiegiem jakby uszedł ze mnie też ciężar psychiczny, który kłębił mi się w głowie, ciągłe zadawałem sobie pytania – jak sobie z nim poradzić, co to jest, jak tu normalnie biegać? To był męczący stan.
W tym roku jesienna pogoda sprzyja bieganiu, choć w Płocku pada deszcz i jest sporo błota.
W Wigilię zrobiłem jeden z moich ulubionych treningów – cross, gdzie samego biegania w trudnym terenie wyszło 12 km. Widać, że forma jest już coraz lepsza, bo mięśniowo wytrzymałem już cały dystans. Oczywiście tętno z każdym milowym okrążeniem stopniowo rosło, jednak jest to sprawa naturalna. Po treningu udało mi się chwilę przespać, by wieczorem czynić tradycyjne powinności Mikołaja. Od kilku lat mam taką rolę – obdarowywać prezentami i straszyć dzieci
Najważniejsze, że jest wesoło
Czytaj więcej…
Mam już prawie wszystkie prezenty, sporo oczywiście biegowych – może znowu namówię kogoś do biegania
Być może to, co będzie niżej nie do końca zachęca do wyczynowego uprawiania sportu, jest to jednak dla mnie tylko minimalny minusik.
Lubię biegać i wszystko co jest z tym związane. Czasem szkoda tylko, że nieoderwalną częścią całej tej zabawy są kontuzje. Wszyscy wyczynowcy ciągle z nimi walczą, rzadko się zdarza stan, że absolutnie wszystko jest przez dłuższy czas ok., ale w końcu cel uświęca środki i nikt się tym zbytnio nie przejmuje.
Ja przez całą swoją prawie 18 letnią karierę miałem już tyle różnych urazów, że nauczyłem się z nimi radzić. Nic mnie nie zraża, bo wiem, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście – są formy zamienne, są lekarze i fizjoterapeuci, nowoczesne badania, są różne sposoby. Czytaj więcej…