Bieg AGH i Zakopane
W drodze na obóz korzystając z resztek formy, wystartowałem dzisiaj w I Biegu Akademii Górniczo-Hutniczej na 12 km. Czytaj więcej…
W drodze na obóz korzystając z resztek formy, wystartowałem dzisiaj w I Biegu Akademii Górniczo-Hutniczej na 12 km. Czytaj więcej…
Polska to piękny kraj! Dopiąłem swego i wreszcie popłynąłem kajakiem przez Wisłę. Wychowałem się w Płocku, czyli również nad naszą najwiekszą rzeką, która zawsze mnie ciekawiła, później potwierdził mnie słynny podróżnik Marek Kamiński, a jedyne co stopowało to skojarzenie z zanieczyszczeniami. Przekonalismy się, że naprawdę nie jest źle – rzeka się czyści, w tej chwili na wysokości Kazimierza Dolnego i Puław można się śmiało kąpać.
Tego samego dnia wieczorem byłem też na rybach , ale ja lubię taki odpoczynek! Mogą nawet nie brać, wystarczy sama atmosfera.
Nie byłbym sobą, gdybym pojechał na wczasy w fajne miejsce i nie pobiegał. Miszkaliśmy w gospodarstwie agroturystycznym obok pięknego lasu, więc każdego dnia była wycieczka biegowa w nieznane. Ostatniego dnia zaliczyliśmy bieg w Puławach. Trasa dokładnie dla mnie, bo pół-przełajowa, trochę po piasku – taka jaką lubię. Czytaj więcej…
Jeszcze na Igrzyska jestem za słaby
, ale spróbowałem, poprawiłem życiówkę i przez chwilę miałem uczucie, że dam rzeczywiście radę. Do połowki było bardzo dobrze, do 33 km dobrze, później przyszło zmęczenie, nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa i zacząłem tracić cały zapas, który wcześniej wypracowałem. Ostatecznie skończyłem z czasem 2:11.19.
Dziękuję bardzo za Wasze wsparcie i wiarę przed biegiem!
Jestem już po zawodach, ostrym wyścigu, najważniejszym teście, najcieższym wysiłku w treningu do Maratonu.
Jakie dał odpowiedzi?
jestem dobry
Nie rewelacyjny, nie ma co przesadzać, bo 1:05 muszę mieć „po drodze” w Rotterdamie za 3 tygodnie. Dzisiaj jednak nie myślałem o Maratonie, tylko o walce o jak najlepszy wynik i miejsce w Warszawie. Uwielbiam tak duże imprezy, po dużych ulicach miasta, kiedy na trasie są kibice, kiedy biegnie sie w czołówce i walczy o najwyższe pozycje. Czytaj więcej…
Ostatnio znalazłem troszkę więcej czasu i zebrałem się do przebrania zdjęć i dokończenia filmiku z Diekirch. Biorąc pod uwagę jaki trudny był ubiegły roku, wszystko wspominam bardzo miło, a szczególniea obóz w Font Romeu, który był swego rodzaju powrotem do biegania, trudnym, ale skutecznym - może to wszystko dlatego, że był jednocześnie świetnymi wakacjami…
dodałem też kilka zdjęć do Galerii m.in. Venlo, Pasłęk, czy Bieg Konstytucji i Niepodległości.
a tu już o wakacjach mowy nie ma – tu była przede wszystkim walka!
Super impreza, drugie miejsce, ale łatwo skóry nie sprzedałem.
1. Jared Schegumo 29.37
2. Mariusz Giżyński 29:43
3. Emil Dobrowolski 31.12 (na zdjęciu obok mnie)
Od początku byłem skazany na prowadzenie, cóż takie życie maratończyka. Pierwszy kilometr trochę mnie poniosło, bo miałem ok. 2:44 i niewielką przewagę nad Jaredem Shegumo, który doszedł mnie dopiero po drugim kilometrze. Na podbiegu przy Belwederze, zaatakowałem nieznacznie po raz pierwszy, bez powodzenia. Kolejne próby miały miejsce na 5 i 7 kilometrze, jednak Jared utrzymywał. Po ósemce musiałem już odpocząć i schowałem się, choć na chwilę, żeby złapać tchu przed finiszem. Ten kilometr był bardzo wolny, co zdecydowało, że końcówka będzie bardzo szybka. Na ostatnim kilometrze złapałem 2:38, mimo, że tak naprawdę ostro było na ostatnich 450 metrach. Ostatecznie przegrałem wyraźnie, ale jak już napisałem mój konkurent łatwo nie miał
W zeszłym roku byłem trzeci, w tym drugi, więc za rok nie ma wyjścia… Czytaj więcej…
Na zdjęciu obok start biegu na 7,5 km.
Od początku tempo było wysokie. Trochę przeceniłem moje możliwości. Zacząłem zbyt szybko i druga część dystansu była przez to dużo wolniejsza. Zrobiłem jednak bardzo dobre przetarcie, które z pewnością zaprocentuje w dalszej części przygotowań. Pierwsze 800 m trasy prowadziłem lub biegłem z Heniem Szostem, później tempo było dla mnie tego dnia zbyt szybkie, dalej biegłem z Marcinem Chabowskim do ok. czwartego kilometra, międzyczasie dołączył do nas Michał Kaczmarek, który w pewnym momencie nawet oderwał się na kilka metrów, końcówkę na swoją korzyść rozstrzygnął jednak Marcin, tymczasem Heniu niezagrożenie, choć jak każdy z nas, ze sporym wysiłkiem wygrał bieg. Ja miałem idealne miejsce do obserwacji całej rywalizacji. Niestety skończyłem rywalizację na najmniej lubianym czwartym miejscu.
Dzisiaj w drugim dniu mistrzostw Czytaj więcej…
Byłem czwarty, było bardzo ciężko, ale najważniejsze, że nie ma zupełnie śladu po kontuzji – tego obawiałem się najbardziej.
Przegrałem niewiele ze ścisłą polską czołówką – Heniem Szostem, Marcinem Chabowskim i Michałem Kaczmarkiem. Na tym etapie treningu na którym jestem, start na 7,5 km w tempie w poniżej 3:00/km w crossie, dodatkowo w 12 dniu po górach to dla mnie świetny rezultat. Trasa była łatwa – płaska i utwardzona, ja wolę trudne i techniczne biegi. Chłopaki dzisiaj byli mocniejsi, czego serdecznie im gratuluję i dziękuję za walkę, która dla kibiców z pewnością była ciekawa.
Jutro mamy jeszcze sztafetę 4 x 2 km, gdzie liczymy na zloty medal. Pobiegnę z wymienionymi wcześniej Heniem i Michałem, a czwórkę uzupełni prawdopodobnie biegacz na orientację Bartek.
Teraz coraz wyraźniej mogę patrzeć w przyszłość, planować normalny trening maratończyka. To po ponad 3 miesiącach ciągłej niepewności doskonałe uczucie!
W wtorek 6 września odbyła się III edycja Warsaw Track Cup. Nie biegałem, ale i tak bawiłem się świetnie, byłem jednym z organizatorów.
Zamieszczam kilka zdjęć, które udało mi się zrobić. Wyniki i relację obejrzeć można również na sciezki-biegowe.pl