obiecująca diagnoza

Styczeń 27th, 2013 6 komentarzy

Moje półroczne wzmagania z kontuzją prawej stopy trwają. W listopadzie było już dobrze, jednak znajdowałem się pod wpływam działania, podanego miejscowo, sterydu o którym pisałem we wrześniu. Diprofos działa oczywiście głównie leczniczo, ale też maskuje uraz – nie czujemy bólu, a problem czasem wciąż jest. Zazwyczaj lek załatwia sprawę, jednak zdarza się, że po upływie ok. 3 miesięcy kontuzja powraca. Tak mniej więcej było w moim przypadku. Czytaj więcej…

Kategorie:Aktualności

Kampinos

Styczeń 20th, 2013 13 komentarzy

Po Świętach przeprowadziłem się na Bemowo. Ciągle trzeba coś dokończyć, coś załatwić. Czasu brak kompletnie, ale to przecież normalne w takich okolicznościach. Najważniejsze, że widać już koniec prac remontowych, nawet parapetówka się odbyła 😉

Oczywiście wybór lokalizacji nie był przypadkowy. Pod uwagę brane były dostępne tereny treningowe.

Nie biegam jeszcze na 100%, z powodu leczenia urazu stopy, jednak zwiedziłem już sporo tras w Lasku Bemowskim oraz oczywiście Kampinosie.

Park Narodowy Kampinos robi duuuże wrażenie przede wszystkim swoim ogromem. W jedną stronę z domu do końca Puszy to blisko 50 km! Czytaj więcej…

Kategorie:Aktualności, trening

najkrótszy obóz

Styczeń 9th, 2013 20 komentarzy

W niedzielę przyjechałem do Szklarskiej Poręby budować fundamenty pod tegoroczny sezon, a już dzisiaj jestem z powrotem w domu. To mój najkrótszy obóz w ciągu blisko 18-tu lat treningu.

Nie udało się porozumieć z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki. Inaczej wyszło, niż było planowane na starcie. Byłem zmuszony zrezygnować z obozu, a tym samym z całych tegorocznych przygotowań oferowanych przez Związek.

Nie pierwszy raz szkolę się za własne środki i z pewnością sobie z tym z żoną poradzimy. Mam przed sobą niewiele lat wyczynowego biegania, dlatego staram się wykorzystać je optymalnie. Kilka ostatnich dobrych sezonów nauczyło mnie, że w sporcie traci się, idąc na kompromisy. Tak musiałoby się stać, gdybym poddał się innej myśli szkoleniowej niż moja i trenera.

Cóż, czas pokaże czy moja decyzja była dobra, jednak dzisiaj czuję spokój i niezależność, a to w moich przygotowaniach uważam za rzeczy podstawowe.

Wracając przez 8 godzin samochodem, miałem czas na przemyślenia. Jako młody zawodnik w głowie układałem sobie wiele marzeń – marzeń idealnych. Te oczywiście spotykają się z szarą rzeczywistością, jak podczas ostatnich dni, ale czy trzeba się temu poddawać…

Kategorie:Aktualności

Wszystkiego najlepszego

Grudzień 24th, 2012 Brak komentarzy

Kategorie:Aktualności

Zapraszam na żywo

Grudzień 16th, 2012 2 komentarze

Kategorie:Aktualności

Trening w Wałczu

Grudzień 11th, 2012 3 komentarze

Warunki do treningu nad jeziorem Raduń są bardzo dobre. Minęło już 8 dni obozu. Wprawdzie jestem w okresie przejściowym, doleczam urazy i ćwiczę głównie na sali lub siłowni. Kilka dni nie biegałem zupełnie, a zamiast tego jeździłem rowerem stacjonarnym.

Nowością na obozach PZLA są rozruchy. Maratończycy raczej tego na co dzień nie robią, ale w okresie przygotowania ogólnego z pewnością 30 minut ćwiczeń rozgrzewkowych i stabilizujących nie zaszkodzi, chociaż to ranne wstawanie nie jest łatwe. Śniadanie za to smakuje lepiej i łatwiej biega się na przedpołudniowym treningu. Zobaczymy w styczniu jak dojdą mocne obciążenia i 30 km biegania dziennie.

Za chwilę ruszam na wybieganie. Śniegu jest dużo i ciągle pada, w tym okresie to jednak zupełnie nie przeszkadza.

a jak jest ładnie…

Nasz pokojowy kolega biega 4 razy dziennie.

Kategorie:Aktualności

Wałcz

Grudzień 4th, 2012 11 komentarzy

Od wczoraj jestem na zgrupowaniu w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Wałczu. Miejsce to przez ostatnie lata kojarzone jest z polskimi sportami wodnymi jak wioślarstwo, czy kajakarstwo, gdzie na na rynnowym, długim jeziorze Raduń są doskonałe warunki do treningu w tych właśnie dyscyplinach. Dla lekkoatletów Wałcz to przede wszystkim wspomnienie Wunderteamu, czyli pokolenia wybitnych zawodników z bieżni: Zdzisława Krzyszkowiaka, Jerzego Chromika, Janusza Sidły Józefa Szmidta, Kazimierza Zimnego i wielu innych. Wszyscy powiązani z legendą trenerską Janem Mulakiem. To tu na żużlowej bieżni padł rekord świata na 3000 m z przeszkodami. Czytaj więcej…

Kategorie:Aktualności, trening

Tilburg 2012 r.

Listopad 25th, 2012 1 komentarz

Cross w Tilburgu to solidna marka w Holandii i całej Europie. Chciałbym, żebyś mieli kiedyś podobne zawody w kraju. Biega tu zawsze wielu mocnych, przygotowujących się do Mistrzostw Europy w przełajach zawodników. Stawka jest raczej europejska, dlatego jest się z kim pościgać na zbliżonym poziomie. W zeszłym roku zwyciężył Vitali Szafar, kolega z Ukrainy często biegający w Polsce. Był wtedy w świetnej formie i pokazał, że można powalczyć. W tym roku obsada była mocniejsza, bo na liście startowej między innymi kilku niezłych Afrykan.

link do strony biegu

To mój drugi start na tej trasie. Pierwszy był 2 lata temu – pechowy, bo inny zawodnik nastąpił mi na piętę i ściągnął buta. Miałem więc w tym roku dodatkową motywację, żeby dobrze wypaść, ale i lekką obawę, o to żeby sytuacja się nie powtórzyła.

Niestety pobiegłem dosyć przeciętnie. Od startu nie czułem luzu. Być może za mocno potrenowałem w Portugalii, dlatego być może trzeba by jeszcze poczekać na lepszą formę.

Start dzisiejszego wyścigu był bardzo szybki, biegłem początkowo na ok. 20-25 pozycji. Po 2 km przesunąłem się do pierwszej 10-tki, co starałem się utrzymywać, jednak od początku sprawiało mi to nie małą trudność. Nadrabiałem na fragmentach, gdzie było błoto, muldy i 3 przewrócone drzewa, jednak traciłem na płaskim i twardym odcinku, który stanowił zdecydowaną większość. Wieczorny deszcz nie rozmiękczył gruntu prawie w ogóle.

Czas płynął wolno, ale to normalka, kiedy nie ma w biegu swobody. Kiedy zostały do mety 2 okrążenia, czyli niecałe 4 km grupa przyspieszyła, a ja nie byłem już w stanie tego tempa utrzymać. Biegłem wtedy na ok. 10-12 pozycji starając się utrzymać swoje miejsce. Liczyłem na swoją wytrzymałość Maratończyka, że mimo trudu utrzymam to tempo i nóż kogoś jeszcze na końcu wyprzedzę. Pogodziłem się już z tym, że nie odegram kluczowej roli w tym biegu. Na koło do mety dogonił mnie Michael Butter – Holender, który niedawno w Amsterdamie pobiegł 2:09.50. Starałem się ze wszystkich sił go trzymać. Praktycznie to był mój długi finisz. Biegliśmy razem ponad kilometr, znaczy ja za nim. Minęliśmy dwóch biegaczy z Holandii. Cierpiałem, ale nie było mowy o odpuszczaniu, to przecież już tylko 2 km. Jeden mijany przeciwnik niestety przyczepił mi się do pleców i przez kilometr biegł krok w krok za mną. Nie byłem w stanie urwać mu się na metr, choć próbowałem dwukrotnie na trudniejszych częściach trasy. Michael uciekł nam na 10-15 metrów. To już był mój maks, a zostało ostatnie decydujące 500 m. Na ok. 300 do mety kątem oka zauważyłem Łukasza Oślizłę, który zaczął piękny finisz – z ok. 8 pozycji przesunął się ostatecznie na trzecią. Generalnie w pierwszej 20-stce było bardzo ciasno. Ostatecznie skończyłem 2 s. za moim wspomnianym „cieniem”, którym jest zresztą stałym bywalcem Iten, skąd się znamy. Na finiszu zmroziło mnie kompletnie, odszedł mi bardzo lekko.

Moja pozycja to 11 miejsce z czasem 31.04. Wyniki pewnie będą niebawem na stronie biegu. Widziałem je tylko przelotnie na telebimie. Zwycięzca z Etiopii miał 30.29,  Łukasz 30.41.

Cały bieg w moim wykonaniu przypominał trochę ostatnie 10 km w Maratonie. Może przesadziłem – ostatnie 8 km tego biegu i Maratonu. Nie czuję się oczywiście tak wykończony, ale dzisiaj przyjemności z rywalizacji nie było – tylko ciężka walka.

Nie próbuję się przed sobą specjalnie tłumaczyć. Miałem za cel dobrze pobiec, jednak z perspektywą jeszcze lepszej formy za jakiś czas. Nie wyszło. Cieszę się z tego, że zdrowie jest, nic mi nie dokucza, prezentuję ciągle przyzwoity europejski poziom. Gdybym przed tym startem zupełnie wypoczął, przecież na 2 tygodnie i 10 dni przed tymi zawodami miałem mocne starty, szczególnie ten ostatni w Ramstein, nie jeździł na żadne obozy, to prawdopodobnie pobiegłbym lepiej. Tego jednak wiedzieć nigdy nie będziemy i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

Jestem trochę zawiedziony, ale to dla mnie taka sportowa złość, z którą wiem z doświadczenia, że lepiej się trenuje do kolejnych celów. Taki niedosyt i uczucie, że trzeba ciągle sobie coś udowadniać i jeszcze mocniej i mądrzej trenować, jest dużo lepsze niż zakończenie sezonu w zbyt dużej pewności siebie.

Mam pomysł jak biegać szybciej. Przede mną najlepsze lata kariery jeśli chodzi o wiek, doświadczenie i ogólnie możliwości organizmu. Postaram się najbliższy czas przeżyć jak najlepiej, żeby po tym wszystkim powiedzieć sobie, że zrobiłem wszystko co mogłem.

Teraz nalałem sobie do wanny wody z wszystkim szamponikami z hotelowej łazienki i idę się wygrzać, a jutro rano do domu 🙂

 

Kategorie:Aktualności, zawody

po bieganiu do oceanu

Listopad 20th, 2012 Brak komentarzy

i mój pierwszy kolega w Portugalii

Kategorie:Aktualności

Trening Portugalia

Listopad 19th, 2012 1 komentarz

Kategorie:Aktualności