Dzisiaj robiłem ostatni szybszy trening – bieg ciągły. Jutro już tylko krótkie rozbieganie, w piątek wolne, a w sobotę rozruch.
Ostatnie 3 dni funkcjonuję na małej ilości węglowodanów i kalorii w diecie, dlatego biegać nie jest tak łatwo. Kiedy skończyłem tradycyjną dyszkę, lekko zakręciło mi się w głowie – to dobra oznaka – glikogen wypłukany, a od jutro ładowanie węglowodanów, czyli po 3 dniach ograniczenia, będzie ile dusza zapragnie.
Dzisiaj zakończyłem też spanie w namiocie tlenowym. Nie bodźcowałem się mocno, bo temat tego rodzaju hipoksji mam jeszcze w fazie eksperymentów. Nadzieja jest jednak duża, że korzystanie z takiej formy treningu, podniesie mój poziom sportowy. Kurcze… nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej!
Relacja na żywo z Maratonu Frankfurckiego znajdować się będzie na http://www.hr-online.de/website/index.jsp
Prognozy pogody wyglądają bardzo optymistycznie, co bardzo cieszy, szczególnie o tej niepewnej porze roku. Ostatnie dni to już odpoczynek i szukanie formy. Prowadzę teraz dietę o obniżonej ilości kalorii i węglowodanów, troszkę mnie to męczy, bo chętnie sięgnąłbym po moje ulubione makarony i pieczywo. Odbiję to sobie już we czwartek, kiedy to będzie z kolei ładowanie węglowodanami – nie myślę o niczym innym
Wygrywanie buduje pewność siebie. Ostatni sprawdzian przed maratonem wypadł pozytywnie, mimo, że w ubiegłym roku pobiegłem na tej samej trasie ponad minutę szybciej. Założenie było jednak inne – zmęczyć się, ale bez przesady. Takie starty tydzień przed długim wysiłkiem podobno są najlepsze. Sprawdzimy za tydzień.
Zapraszam do galerii zdjęć Arka Gmurczyka, być może przekona ona niezdecydowanych na start w przyszłorocznym biegu Soczewki.
Wczoraj podczas 30-stki myślami byłem w Amsterdamie, gdzie biegała, żona Ania oraz brat Przemek z żoną Karoliną. Pierwszy na mecie był Przemek z drugim wynikiem w Maratonie w życiu, niewiele słabszym od wiosennego rekordu. Tym razem 2:27.40.
Fantastycznie pobiegła Ania, która poprawiła życiówkę o ponad 13 minut!!! Nowy rekord to 2:53.08. Jak widać z międzyczasów pewne rezerwy jeszcze są
Czytaj więcej…
W tej chwili jestem w najtrudniejszym okresie treningu. Biegam dużo i całkiem szybko. Od poniedziałku pogoda jest łaskawsza. Dzisiaj przebiegłem „czwórki” czyli trening na długich odcinkach, w sumie 4 odcinki na 4 minutowej przerwie. Był to najtrudniejszy trening obozu. Po drugim odcinku miałem już dość, jednak powalczyłem do końca i kolejne dwa powtórzenia przebiegłem w podobnym tempie. Lekko nie było, ale na maratonie będzie z pewnością wielokrotnie ciężej. Przygotowuję się już psychicznie do 30 października, kiedy to czeka mnie ogromne wyzwanie, którego nie mogę się już doczekać
Czytaj więcej…
Bieg Soczewki to jeden z moich ulubionych biegów – rozgrywany jest w pięknej scenerii leśnej, wokół malowniczego jeziora, koło mojego rodzinnego Płocka.
Również pobiegnę – na tydzień przed Maratonem nie będziecie mieli ze mną łatwo
Bieg Soczewka – Płock, później przemianowany na Bieg Soczewki, to dla mnie tradycja, startowałem już chyba w 13 edycjach.
Tym razem nie tylko się ścigam, ale również w malutkim stopniu włączam w organizację – Zapraszam serdecznie!
Czytaj więcej…
Od czwartku trenuję w Szklarskiej Porębie. 30 października startuję maraton we Frankfurcie. Trening wchodzi więc w zasadniczą fazę. Teraz czekają mnie 2 tygodnie mocnego treningu. Oby pogoda była znośna i zdrowie dopisało. Oprócz rozważnego treningu mam nadzieję, że dopisze szczęście i uda się za 3 tygodnie pobić rekord życiowy. Dzisiaj w sumie 36 km rozbiegań, od jutra trening specjalistyczny, już nie mogę się doczekać.
Super impreza, drugie miejsce, ale łatwo skóry nie sprzedałem.
1. Jared Schegumo 29.37
2. Mariusz Giżyński 29:43
3. Emil Dobrowolski 31.12 (na zdjęciu obok mnie)
Od początku byłem skazany na prowadzenie, cóż takie życie maratończyka. Pierwszy kilometr trochę mnie poniosło, bo miałem ok. 2:44 i niewielką przewagę nad Jaredem Shegumo, który doszedł mnie dopiero po drugim kilometrze. Na podbiegu przy Belwederze, zaatakowałem nieznacznie po raz pierwszy, bez powodzenia. Kolejne próby miały miejsce na 5 i 7 kilometrze, jednak Jared utrzymywał. Po ósemce musiałem już odpocząć i schowałem się, choć na chwilę, żeby złapać tchu przed finiszem. Ten kilometr był bardzo wolny, co zdecydowało, że końcówka będzie bardzo szybka. Na ostatnim kilometrze złapałem 2:38, mimo, że tak naprawdę ostro było na ostatnich 450 metrach. Ostatecznie przegrałem wyraźnie, ale jak już napisałem mój konkurent łatwo nie miał
W zeszłym roku byłem trzeci, w tym drugi, więc za rok nie ma wyjścia… Czytaj więcej…
Zapraszam na finałową edycję Warsaw Track Cup 4.10.2011 r.
Tym razem poza świetną zabawą, na uczestników czekają dodatkowe atrakcję, w tym Pasta Party, medale i nagrody.
Do zobaczenia na warszawskiej Agrykoli!
zapisy pod linkiem